przez , 06.maj.2017, w kulinaria

Kawa po irladzku
Irish coffe
kawa
Kawę wsypujemy na suchą patelnię
Pour the coffee on a dry pan

Patelnię podgrzewamy
We fry the pan.

Kawa musi zrobić się gorąca
Coffee needs to be hot

Wtedy na patelnię wlewamy 50g whisky
Then pour 50g whisky into the pan

Chwilę podgrzewamy i zalewamy wrzątkiem
We heat up and we overflow with boiling water

Kawę przelewamy do kubka
Coffee is poured into the cup

Smacznego
Bon Appetit

Zostaw komentarz :, więcej...

przez , 06.maj.2017, w Galeria, Kresy i sąsiedzi, kulinaria, Ludzie i obyczaje, Niepełnosprawni, Obronność i szkolnictwo, Wychowanie


Hallo my frend`s.


From today I am trying to write in English.
Because there is a demand for my texts in English.
I realize that my English is square and does not complete properly.
Here I am currently trying on G + to publish in English.
I do not always use a text interpreter.
Let’s see how it goes.
Please comment.
I salute the readers

Zostaw komentarz :, , , więcej...

przez , 05.maj.2017, w Ludzie i obyczaje


Jak to jest z tą przyjaźnią między mężczyzną a kobietą?

Zdarzyło się, że o wymienionej w tytule przyjaźni rozmawiałem z kilkunastoma osobami, obojga płci. Czas rozmów odbywał się w ciągu kilkunastu ostatnich miesięcy. Co rozmowa, to pełne zaskoczenie.

Dlaczego o tym piszę? Hmm . . . Od dłuższego czasu jestem adresatem pytań „o”. W sensie o coś tam. W tym przypadku czy jest możliwa lub czy też nie możliwa przyjaźń (taka czysta, bez podtekstów) między mężczyzną, a kobietą.

Z osobistego przykładu mogę zaświadczyć, że znam takie sytuacje, gdzie przyjaźń między kobietą, a mężczyzną istnieje naprawdę i poza żartami, nie ma mowy o seksie. Część z tych osób znajduje się w trwałych związkach.

Jednakże przypuszczam, że dla moich czytelników ważniejsze jest to „inne” postrzeganie przyjaźni damsko-męskiej. Niestety tu muszę schylić czoła przed tymi, którzy nie wierzą w taką przyjaźń. Dlaczego niestety? Ano dlatego, że człowiek jest tylko człowiekiem. W dodatku jest istotą stadną i posiadającą popędy, w tym popęd płciowy. Przy naprawdę bliskich relacjach emocjonalnych, dochodzi do tych czysto fizycznych.

Na chwilę muszę cofnąć się do czasów Zygmunta Freuda. Właśnie ten znamienity lekarz badający ludzką osobowość przytoczył takie powiedzenie, a dokładniej pytanie z odpowiedzią: Po co ludzie żyją? Żyją po to, aby się rozmnażać i aby przygotować potomstwo do rozmnażania. I tak po chwili zastanowienia, to Ten Facet ma rację.

Obojętnie co byśmy nie zrobili, jakiej religii byśmy nie wyznawali, nurtu filozoficznego nie odkryli, czy też jakiś innych zasad moralnych, to faktycznie tak jest.

Człowiek żyje po to aby się rozmnażać.

Cała reszta, czyli otoczki filozoficzne, religijne i moralne, wskazują co najwyżej sposób w jaki należy to robić.

Do rozmnażania potrzebny jest osobnik płci męskiej i kolejny osobnik płci żeńskiej. Jak są dwa męskie lub dwa żeńskie, to raczej nic z tego nie będzie.

Wracamy do współczesności. Tu chodzi właśnie o tę moralność.

Należy powstrzymać swoje żądze prokreacyjne na rzecz, w tym momencie, bliżej nieznanego stanu w relacjach kobiety i mężczyzny. Trudno to będzie zrozumieć temu, kto sam czegoś takiego nie doświadczył. Ja osobiście zaliczam się do tej grupy, która doświadczyła takiego stanu rzeczy. I mogę coś na ten temat powiedzieć.

Moje doświadczenie opiera się na relacjach zawodowych, aby następnie przejść do relacji osobistych.

Mój ówczesny szef, gdy dowiedział się, że będą z nami pracować kobiety, których do tej pory w naszej pracy nie było, stwierdził, że: „z babami tylko problem jest”. Działo się to w czasie zmian ustrojowych i mój szef w niedługim czasie już nie był jakimkolwiek szefem.

Kolejny szef zrobił w pierwszej kolejności szkolenie o czymś takim, co się nazywa szacunek wzajemny. Na tamte czasy proszę mi wierzyć był to krok milowy do przodu. I o tym za chwilę. Później pojawiło się inne stwierdzenie, dotyczące uczciwości. To właśnie z tego okresu mam zasadę, że żon i dziewczyn kolegów nie podrywam, a z koleżankami – partnerkami z pracy do łóżka nie chodzę. Tak jest lepiej i prościej. Takie postępowanie kształtuje wzajemne zaufanie. Bo jeśli jedna ze stron takiej relacji, nie postępuje uczciwie od początku, tylko ma cel ukryty, to gdzie tu jest zaufanie?

W latach ubiegłych, gdy media społecznościowe nie były tak rozwinięte, telefony były z przydziału administracyjnego, a z programów telewizyjnych dostępne były dwa kanały TVP, nie było także świadomości społecznej. Świadomości o posiadanych prawach i obowiązkach.

Komuniści po II wojnie światowej chcieli wprowadzić nowy ład społeczny, który był zaprzeczeniem tego co było do tej pory. Karol Marks wymyślił, że wszystko musi być wspólne. I pojawiło się pytanie – czy żony też? Proszę zwrócić uwagę, że nikt nie zapytał o mężów. Pytanie dotyczyło kobiet. Po prostu kobieta była bardzo często traktowana przedmiotowo. To mężczyzna miał kobietę, ale kobieta miała męża lub pana. . . Tak po prostu było, ponieważ takie były wzorce zachowań. I takie były wzorce wychowania.

W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku pojawiły się pierwsze nowinki wzorców postępowania. Wiązało się to z coraz większą otwartością na zachód. Ale ja nie o tym chciałem pisać. Wracamy do relacji wzajemnych.
Z moich doświadczeń wynika, że im większy stres w pracy i życie na większej „petardzie”, tym relacje między koleżeństwem rzadziej opierają się na seksie. Częściej są partnerskie, gdyż od tego zależy czyjeś życie i zdrowie, a to się nazywa po prostu odpowiedzialność.

Inna rzecz to własna rodzina. Jedna przygoda nie jest przygodą. Podobno. I jeśli tylko na tym poprzestaniemy to ok.

Kiedyś w jakimś ZK usłyszałem, że raz w dupę to nie pedał. I coś w tym jest.

Ja stoję na stanowisku, że jeśli nie chcesz czegoś zepsuć, to nie niszcz tego.

Jak spojrzysz w oczy swojemu mężowi, żonie, dziewczynie, chłopakowi gdy taką przygodę zaliczysz? No można być draniem i spojrzeć, prawda? Ale co dalej? Jaki ruch będzie następny? Tylko raz i nic więcej? Czy też tylko pierwszy raz, a potem z górki?

No właśnie i to są te dylematy, na które zwracają uwagę Ci co twierdzą, że przyjaźń między kobietą, a mężczyzną jest niemożliwa.

No i teraz z drugiej strony. Kiedy zaczynają się relację między kobietą, a mężczyzną?
Z lat ubiegłych pamiętam badania przeprowadzane na różnych uczelniach. Ale wniosek był zawsze ten sam. Relacje zaczynają się w momencie wystąpienia interakcji społecznej.

Cholera wyszło naukowo.

Ludzkim językiem. Gdy kobiety i mężczyźni zaczynają ze sobą przebywać i się porozumiewać. Dalej jest atrakcyjność kontaktów.

Pierwszy jest wygląd, postura, postawa, wzrost, wiek, obycie, umiejętności, sposób poruszania, czystość i zachowanie.

Wygląd: ładna – przystojny; wielkość biustu, szerokość klatki piersiowej, biodra, pupa, twarz, oczy, włosy etc.

Postura: sylwetka proporcjonalna, wygląd ogólny sylwetki.

Postawa: wyprostowana, zdecydowana, sprężysta.

Wzrost: proporcjonalny w stosunku do budowy ciała; czy nie za niski w stosunku do objętości.

Wiek: zbliżony lub młodszy.

Obycie: sposób wysławiania, styl ubierania.

Umiejętności: najczęściej na kanwie zawodowej lub wspólnych zainteresowań.

Sposób poruszania się: krok sprężysty, sportowy, wytrzymały.

Czystość: brudnych nikt nie lubi, no chyba, że samemu jest się na bakier z czystością.

Zachowanie: ludzie wolą sympatycznych, a nie mruków.

Na drugim miejscu jest: brać, czy dawać? Ludzie są tak skonstruowani, że jedni wolą coś dawać od siebie, a inni tylko chcieliby brać. Najlepiej gdy trochę od siebie dajemy i trochę dla siebie bierzemy. Wszystko jednak z umiarem.

Trzecią rzeczą jest czas kontaktów. Czy na całe życie, czy też na czas określony czymś tam. No i czy jak już ten czas się skończy, to czy palimy za sobą mosty, czy wręcz przeciwnie, zostawiamy sobie drzwi otwarte, tak na wszelki wypadek.

Wnioski: Hmmm . . . Brak. Lecz nie dlatego, że opowiem się po jednej lub drugiej stronie. Bo się nie opowiem. Mam swoje lata, nazwijmy to średnie. I powiem mój bardzo subiektywny osąd. Przyjaźń między kobietą, a mężczyzną jest możliwa. Jeśli to są dorośli ludzie to tylko od nich samych zależy jak sobie życie wyprostują lub skomplikują.

W każdym razie obojętnie co nie zrobią, muszą myśleć nie tylko o sobie, ale też o innych.

O tych, których swoim postępowaniem mogą skrzywdzić, lub z drugiej strony mogą swoim postępowaniem przekazać coś ważnego i pozytywnego.

Natomiast jeśli to są małolaty (bez obrazy). To im (małolatom) należy wskazać drogę.

Kiedyś małolatem była osoba przed osiemnastką. Dzisiaj przed trzydziestką. Taki znak czasów.

Wrócę na chwilę do zdarzeń z przełomu wieku. Prowadziłem wtedy badania dotyczące przemocy w rodzinie.

Pierwszym założeniem było powtórzenie badań za pomocą metod i narzędzi już wykorzystanych wcześniej oraz w podobnych warunkach, gdyż miały to być badania porównawcze w stosunku do tych sprzed lat.

Okazało się jednak, że w tym czasie ustawodawca zmienił stan i strukturę prawną rodzin.

Badania należało praktycznie opracować od nowa. Ja byłem w tej części, która zajmowała się studium przypadku.

Miałem kilka rodzin do zbadania, gdzie dochodziło do przemocy.

Nie będę tych badań opisywał.

Nadmienię o jednym wątku.

W tym czasie kobiety były własnością mężczyzn. I to dosłownie. Mało tego. Te kobiety się na taki stan rzeczy godziły. Jeśli był ślub to czy ten mąż pił czy bił, to nie było ważne. Ważne było co ludzie powiedzą, jak się okaże, że biorą rozwód. No nie do pomyślenia.

Należało przełamać tabu. Udało się to zrobić. Choć były to lata ciężkiej pracy.

Proszę sobie wyobrazić jak w takim stanie rzeczy ktoś powiedziałby, że kobieta i mężczyzna są przyjaciółmi. . . Normalnie śmiech na sali.

O przyjaźni męsko – damskiej można było mówić, gdy rzecz dotyczyła artystów, ludzi stojących na piedestale, twórców, poetów itd. Ale nie można było mówić, gdy rzecz dotyczyła „zwykłych ludzi”. Którzy żyli od wypłaty do wypłaty. Gdzie książki czytało się dwie w roku (statystycznie). Gdzie nie było możliwości na wyjście do teatru, bo teatr daleko i nie dla nich. Jedyną rozrywką to alkohol. No i też msza w niedzielę. Supermarkety były tylko w dużych miastach. Na prowincji żyło się „jak dawniej”.

W takich okolicznościach jak ktoś powiedziałby, że przyjaźni się z kobietą, to jedno z pierwszych pytań dotyczyłoby tego jak ona się r…a? Jak kobieta powiedziałaby, że mężczyzna jest jej przyjacielem, to tu jedno z pierwszych pytań byłoby, czy on ma większego od Twojego Starego?

Dzisiaj, pod wpływem szeroko rozumianej kultury zachodu, jest trochę mniejsze uprzedmiotowienie płci.

Owszem są dziwne pytania ze strony otoczenia, ale też jest większe zrozumienie tegoż otoczenia i osoby nie są tak szybko stygmatyzowane co do swoich zachowań. Wiąże się to z innym podejściem do otaczającego nas życia.

No ale też nie mogę nie poruszyć tematu związanego z szybkością tego życia.

Proszę zwrócić uwagę. Coraz częściej ludzie nie chcą się angażować zbyt głęboko w to co nas otacza.

Imprezy rodzinne – tylko z obowiązku.

Małżeństwo – gdy tego potrzebujemy, a jak nie potrzebujemy to małżeństwa nie ma.

Seks – bez zaangażowania uczuciowego. Itd.

Pewne słowa przestały być modne, a innych się nadużywa.

Powiedzieć, o kimś, że jest przyjacielem, tylko dlatego, że się znamy – jest nadużyciem. To jest tylko znajomy.

Powiedzieć o kimś, że się go kocha, myśli się tylko o seksie – jest nadużyciem. To jest tylko pożądanie. Być może zauroczenie. Na pewno to nie jest miłość.

Drobna sprzeczka, która stawia wszystko na ostrzu noża, między przyjaciółmi. To nie jest przyjaźń, tylko jakaś chora zależność od siebie, być może strach przed samotnością.

Przyjaźni i miłości można się nauczyć.

Czego potrzeba do tej nauki?

Kilku rzeczy. Wymienię je jednym ciągiem: otwartości, życzliwości, zrozumienia, tolerancji, ciekawości, szacunku, krytyczności, poświęcenia, oddania, konsekwencji, wybaczania.

A może nie?

Chętnie o tym podyskutuję. . .

Z wieczornym pozdrowieniem . . .

Zostaw komentarz :, , , więcej...

przez , 05.maj.2017, w kulinaria


Coś tradycyjnego i nowoczesnego

Tytuł może być mylący. Aczkolwiek . . . Pierwszym daniem, które chcę pokazać (opisać) jest staropolski, a raczej starosłowiański kołacz. Niniejszym zgodnie z tytułem zarówno tradycyjnie jak i nowocześnie.
Drugim daniem natomiast będzie deser budyniowy.
Kołacz w dawnych czasach szykowało się z okazji świąt i ważnych wydarzeń. Nie jest to danie, które można zrobić w ciągu jednego dnia. Dawniej kołacz wyrabiało się około tygodnia do dwóch tygodni. Związane to było z przygotowaniem drożdży i zakwasu. Gdyż kołacz jest upieczonym słodkim ciastem z miodem, a przygotowuje się go podobnie jak chleb. Na nasze potrzeby uprościłem sposób przygotowania ciasta. Chociażby dlatego, że nie użyłem zakwasu, a drożdże babuni kupiłem w sklepie.
Samo ciasto przygotowuje się, jak już wspomniałem podobnie do ciasta chlebowego lub podobnie jak ciasto do babki drożdżowej.
Czyli najpierw należy przygotować drożdże na mleku z cukrem do wyrośnięcia, czyli około jednej godziny. Ja osobiście drożdże zasypuję cukrem i zalewam ciepłym mlekiem. Około 1/3 kostki drożdży, cztery łyżki cukru pudru i 2/3 szklanki mleka. Odstawione na godzinę (minimum trzydzieści minut) do wyrośnięcia. W tym czasie przesiewam mąkę pszenną klasy 500 (poznańska, wrocławska, tortowa) lub nieznacznej wyżej. Do maki dodaję dwie łyżeczki cukru pudru, szczyptę soli, jaja i masło. Jeśli ciasto ma być bardziej wilgotne, to należy dodać olej z masłem lub sam olej, najlepiej rzepakowy. Do tej ilości ciasta dajemy pięć jaj. Teraz ważne jest ile tego ciasta ma być. Na te ilość przygotowanych drożdży powinno być około ¾ kilograma mąki i pięć jaj. Jeśli ma być więcej to po zachowaniu proporcji należy po prostu zwiększyć ilość składników. Mąkę mieszamy z cukrem i solą, dodajemy jaja i przygotowane drożdże. Całość mieszamy w misce lub dzieży. Mieszamy do momentu, gdy ciasto zacznie odchodzić od rąk i boków misy. Przygotowujemy formę do ciasta. Ja zalecam formę okrągłą o średnicy minimum 26 cm. Ale nic nie stoi na przeszkodzie użycia formy mniejszej 24 cm lub większej 28-30 cm. Wtedy inny będzie czas pieczenia. Formę należy nasmarować tłuszczem (olejem) i przynajmniej spód formy należy wyłożyć papierem do pieczenia. Do samego ciasta ja osobiście dodałem kandyzowanych skórek pomarańczy. Ciasto wykładamy do formy. Równo rozprowadzamy, wierzch ciasta można skropić wodą lub posmarować jajkiem. Piekarnik powinien być rozgrzany do temperatury 180 ℃. do tak rozgrzanego piekarnika wkładamy ciasto na czas minimum 30 minut, zalecany 40-45 minut, maksymalnie 55 minut. Wszystko zależy od piekarnika. W tym czasie przygotowujemy polewę na kołacz. Ja osobiście zrobiłem polewę z białej czekolady z dodatkiem maki ziemniaczanej i kandyzowanych skórek pomarańczy. Po upieczeniu należy piekarnik wyłączyć i otworzyć. Ciasto przez dwie minuty w nim odpoczywa.
kołacz 001
Po wyjęciu z piekarnika ciasto należy ostudzić, do poziomu – ciepłe. Wtedy ciasto należy przełożyć na talerz i obrócić oraz posmarować przygotowaną polewą. Ciasto wcześniej, przed polaniem polewą, można rozkroić i przełożyć miodem. Odstawić do ostudzenia całkowitego i stężenia polewy.
Kołacz 003
Drugim daniem dzisiaj jest deser budyniowy.
Deser składa się z kilku rodzajów budyniu, galaretki i owoców. Budyń przygotować z godnie z opisem na opakowaniu. Zalewać salaterki lub pucharki warstwami (kolorystycznie) poszczególne warstwy przełożyć owocami (raczej miękkimi – brzoskwinie, truskawki, morele) a gdy budyń trochę ostygnie, całość polać galaretką i odstawić do wystygnięcia. Można oprószyć czekoladą.
Deser 002

Deser 003
Życzę smacznego.

Zostaw komentarz :, , , , , więcej...

przez , 02.maj.2017, w kulinaria

Twarde owoce – miękkie owoce

Truskawki na miodzie, pod klarem

Truskawki na miodzie, pod klarem

Dzisiaj coś dla dzieci i nie tylko.

Wielu z nas ma problemy z jedzeniem u naszych dzieci. Naukowo, pedagogicznie jest udowodnione, że dzieci w pewnym wieku, a dokładniej między drugim a trzecim rokiem swojego życia zaczynają zauważać swoją tożsamość. I jest w odpowiedzi – „JA”. Od tego też czasu zaczyna się rozwiązywanie problemu przez dorosłych w postaci co też naszej pociesze uszykować do jedzenia, aby chętnie to coś zostało skonsumowane?
Mam propozycję na taką okoliczność. Ta propozycja to twarde owoce podane na miękko.
Brzmi zagadkowo. Ale nie jest takie straszne, jak się wydaje.

Zgodnie z obietnicą teraz omówię to co jest potrzebne do przygotowania tej potrawy.
Potrzebujemy deskę do krojenia chleba, nóż szefa, nóż jarzyniak, może być nóż drylownica do jabłek, patelnia, łyżka stalowa lub teflonowa, talerz lub salaterka.
Potrzebujemy cztery sztuki twardych owoców. Mogą być gruszki, jabłka, brzoskwinie, morele. Ale mogą też być truskawki, maliny, jeżyny, borówki w całości, żurawina. Miód, olej lub oliwa lub masło klarowane.
Potrzebujemy czasu – około dziesięciu, maksymalnie dwudziestu minut.

Owoce wyparzamy lub myjemy. Jabłka, gruszki i brzoskwinie pozbawiamy skórki. Pozostałe owoce nie koniecznie, natomiast borówki, jagody i porzeczki przygotowujemy w całości. Ważne, żeby asortymentu owoców nie mieszać. Jeśli bardzo chcemy, to nie jest problem z mieszaniem składników i będziemy mieli sangrię. Ja jednak nie jestem zwolennikiem mieszanek, gdyż nie można przewidzieć walorów smakowych samej potrawy. Czyli zachowujemy monogamię w przygotowaniu. Czyli tylko gruszki, tylko jabłka itd. owoce kroimy na mniejsze kawałki. Proponuję ósemki.
Przygotowujemy patelnię. Rozgrzewamy ją. Na patelnię dajemy jedną łyżkę oleju lub oliwy lub masła klarowanego. W A Ż N E – tłuszcz – nie – może – skwierczeć ! Ma być ciepły, ale nie wrzący. Do podgrzanego tłuszczu dodajemy jedną łyżkę miodu. Podgrzewamy ostrożnie, aż miód się rozpuści. W tym momencie na patelnię wrzucamy owoce, dokładnie je obtaczając w miodzie i tłuszczu. Owoce trzymamy na patelni do momentu, aż będą miękkie, a dokładnie średnio miękkie. Nie mogą się rozpływać.

Zdejmujemy z patelni i podajemy na talerzu.

Oczywiście twarde owoce trzymamy na patelni chwilę dłużej, a miękkie krócej. Generalnie na patelni owoców nie należy trzymać dłużej jak jedną do dwóch minut. Owoce miękkie jak truskawki tylko dosłownie obtaczamy czyli na patelni są trzymane nie dłużej jak trzydzieści sekund.

Ja osobiście z tak podanych owoców uzupełniam obiady, przygotowuję desery, farsze do naleśników etc.

Dla osób, które będą po raz pierwszy przygotowywać taką potrawę jest istotnym aby w potrawie używać tylko jednego rodzaju owoców. Jest to związane z tym, że gruszki są najczęściej słodkie, jabłka wychodzą najczęściej kwaskowe, borówki i jagody potrafią wszystko zabrudzić. Wymieniać dalej można o wiele więcej. W momencie, gdy już nabędziemy pewnego doświadczenia, będziemy owoce mieszać. Proponuję jednak zachować klasyfikację kolorystyczną. Owoce białe do białych, czerwone do czerwonych itp.

Życzę smacznego.

Zostaw komentarz :, , , , , , , więcej...

przez , 01.maj.2017, w kulinaria

Warsztat kucharza

ᕯ Każdy kucharz za nim przystąpi do pracy powinien wiedzieć o kilku istotnych rzeczach. Posiłki są przygotowywane w różnych miejscach i okolicznościach. Za nim szanowny czytelniku przystąpisz do przygotowywania posiłku, powinieneś o nich wiedzieć.

ᕯ Po pierwsze czy kucharz wie co będzie gotował. Zdarza się, że robimy obiad „na winie”’ co się w lodówce na winie to idzie do gara i obiad gotowy. Jednakże częściej kucharz przygotowuje jakąś zaplanowaną potrawę. I wtedy jest dylemat identyczny jak w pewnym słuchowisku radiowym. Pewna Pani przygotowywała posiłki na podstawie przepisów radiowych. Dla młodszych czytelników wyjaśniam, że epoka internetu trwa około 20 lat, a wcześniej były książki kucharskie, programy telewizyjne i słuchowiska radiowe. No i ta Pani słuchając radia, piecze ciasto. Radio – bierzemy ćwierć kostki masła, jedną szklankę cukru pudru, dwie szklanki mąki pszennej wrocławskiej (tzw. pięćsetpięćdziesiątki), cztery jaja, dwie łyżki oleju. Pani – masła nie mam to wezmę margarynę, cukier może być zwykły, mąkę mam tylko żytnią, jaja są trzy ale to nic, a zamiast oleju wezmę roztopiony smalec. Dalej jest opis przygotowania, czyli ubijanie, ucieranie, smarowanie oraz pieczenie. W radio prelegent piecze już w piekarniku elektrycznym, a Pani piecze w piecu węglowym tzw „angielce”. Oczywiście nie jest tajemnicą, że „naszej” Pani wypiek nie wyszedł. Za to jej komentarz był bezbłędny. No patrz Rysiu co oni w tym radio wymyślają, toż tego się jeść nie da.

ᕯ Kucharz jeśli chce przygotować posiłek, to po drugie musi mieć składniki do jego przygotowania. Konia z rzędem temu, kto choć raz nie musiał biec do sklepu bo czegoś zapomniał.

ᕯ Dalej są narzędzia. Jeśli coś jest do wszystkiego to jest do niczego. Zacznijmy od noży: największym jest nóż szefa. Służy do krojenia dużych porcji np. mięsa, krojenia warzyw i owoców na drobno lub serów raczej miękkich. Nóż do mięsa. Długością dorównuje nożowi szefa ale jest przeznaczony do krojenia mięs. Jest węższy i można nim wykrawać porcje mięsa oraz trybować kości. Nóż uniwersalny. Nazwa jest myląca. Jest to nóż mniejszy od dwóch poprzednich ale dlatego uniwersalny, że jest najczęściej wykorzystywanym nożem w kuchni. Jak jesteśmy przy mięsie to jest jeszcze nóż do steków. Jego ostrze jest krótsze i w kształcie trójkąta. Dalej jest nóż do drobiu lub do filetowania. Nazwa mówi sama za siebie. Z dużych noży jest jeszcze nóż do chleba o ząbkowanym ostrzu oraz tasak. Z noży średnich jest nóż do warzyw miękkich (pomidorów) i są noże do obierania warzyw. Te mają różne kształty. Od prostych po takie w kształcie litery T. dalej jest nóż do ryb i filetowania ryb. Te noże różnią się długością. Oba są bardzo wąskie i bardzo giętkie. Dalej są noże do serów twardych i półtwardych. Te noże wyglądają jakby zabrakło stali na ich wytworzenie. Głownia ostrza jest szkieletowa. A samo ostrze na sztychu jest rozdzielone. Nóż do ziół składa się z jednego lub więcej ostrzy ułożonych równolegle. Są to noże jednoręczne lub dwuręczne. Nóż swoim wyglądem przypomina „kołyskę”. Ostatnim na potrzeby tego artykułu będzie nóż do masła i tłuszczy oraz szpatułka do kremów.

ᕯ Jeśli piszę o nożach to również muszę napisać o deskach kuchennych. W kuchni kucharz potrzebuje więcej niż jedną deskę. Deski raczej nie powinny być mieszane jeśli chodzi o przygotowywanie asortymentowe. Ale w warunkach domowych nie dajmy się zwariować. Do krojenia chleba jest potrzebna deska w miarę twarda, np. bukowa. Do rozbijania mięs i krojenia mięs jest potrzebna deska sprężysta, np. bambusowa. Do krojenia owoców miękkich i soczystych jest potrzebna deska z kryzą lub rowkiem. Do krojenia ziół potrzebna jest deska wgłębiona lub wklęsła. Deska do ryb z możliwością zamocowania tuszy rybnej do deski celem zeskrobania łusek rybich. Każdą deskę po każdym użyciu należy dokładnie umyć, a jeśli deska miała kontakt z krwią to należy ją wyparzyć lub umyć za pomocą detergentów. Kucharz potrzebuje jeszcze stolnicy do szykowania ciast zagniatanych.

ᕯ Innymi narzędziami są: tłuczek do rozbijania mięs, topór do mięsa (bez przesady z wielkością), rózgi (nazywane czasem trzepaczkami), moździerz do ucierania, tłuczek do ziemniaków (lub innych warzyw), praska do czosnku, wyciskacz do pure, sita różnej wielkości, podobnie różne miski, wałek do ciasta, garnki om pojemności od ćwierć litra do czterech litrów, patelnie, brytfannę, formy do ciast i chleba. I wcale nie jestem pewny czy z podstawowego sprzętu wymieniłem wszystko. Do tego dochodzą jeszcze różnego rodzaju dozowniki, dyspensery, porcjonery, miarki, wagi, łyżki, chochle, szpatułki, pędzle, widelce etc. do wyposażenia warsztatu kucharskiego zaliczają się również inne artykuły. Są to ręczniki lniane i bawełniane oraz jednorazowego użytku. Ściereczki i ścierki. Gąbki i druciaki. Szczotki do garnków i do szorowania mebli. Artykuły chemiczne. Płyny, mleczka, proszki. Czyli to wszystko co służy do posprzątania po przygotowaniu posiłku.

ᕯ Jedzenie jest dla nas ludzi bardzo ważne, podobnie jak i dla każdej innej istoty żywej. Bez jedzenia żadna żywa istota nie ma energii do funkcjonowania. Na obecnym poziomie cywilizacyjnym, ludzie nie mogą sobie pozwolić na jedzenie zebranych świeżo warzyw, owoców, jarzyn, bulw, jak też świeżo pozyskanego surowego mięsa. Tę żywność należy odpowiednio przetworzyć. O ile zjedzenie świeżego jabłka zerwanego z drzewa nie będzie problemem, o tyle zjedzenie surowego ziemniaka już tak. Dlatego tak ważna jest higiena przy przygotowywaniu posiłków. Nie mówię tu już czystych rękach kucharza. To rozumie się samo przez się. Mówię o tym co przeciętnemu człowiekowi nie zawsze kojarzy się z higieną. Pani Domu chcąc zabłysnąć przed gośćmi najpierw się umalowała, ufryzowała, ubrała wizytowo, po czym przystępuje do gotowania. Przecież to tylko drobna przekąska na ciepło. . . opisana Pani Domu nie przypuszcza nawet, że tips odłamany z paznokcia palca nie tylko może wyglądać nie ładnie w potrawce ale stanowi zagrożenie zdrowia. Nie upięte włosy . . . Ja osobiście nie lubię włosów w obiedzie. To samo dotyczy też panów. Może za wyjątkiem tipsów ale patrząc na dzisiejsze czasy. . . Wszystko jest możliwe.

ᕯ Dalej po każdym przejściu między asortymentami. Czyli przechodząc od mięsa do owoców czy warzyw należy umyć ręce i to dokładnie. A już bezwzględnie gdy kucharz miał do czynienia z krwią zwierzęcą. Wszystkie warzywa i owoce należy umyć ale wskazane jest ich sparzenie przed przygotowaniem.

ᕯ Jak widać takich zasad jest bardzo dużo. Przy okazji omawiania poszczególnych potraw te zasady będę omawiać dość szczegółowo. Tak samo szczegółowo będę omawiać narzędzia potrzebne do przygotowania potraw. Tu jednak zrobię ukłon w stronę czytelników. Omówię narzędzia wskazane jako te, które są potrzebne oraz omówię narzędzia dopuszczalne ale bez których potrawy po prostu nie da rady przygotować. Przykładem może praska do czosnku. Niekoniecznie czosnek jest prasowany praską. Czosnek można też zaprasować np. nożem szefa.

Z pozdrowieniem starszego kuchcika sosjera.

Zostaw komentarz :, , , więcej...

przez , 01.maj.2017, w kulinaria

Tym artykułem chciałbym rozpocząć część kulinarną mojego bloga.

BOSS

BOSS


Zdarzyło się, że kolejne zakręty zawiodły mnie do pracy w naszej armii. A konkretnie, do Służby Żywnościowej. Czyli takiej, która odpowiada za pełne żołądki naszych dzielnych żołnierzy, a przez to ich dobre samopoczucie. Nie mówię tego z przekąsem. To jest fakt. Pierwsze co w żołnierzach zauważyłem, to to, że mimo upływu lat służby, nie ma praktycznie wśród tej kategorii osób takich, które mają nadwagę. . . Z uwagi, że poznałem środowisko „od środka”, stwierdzam, że w granicach 80% z nich, aktywnie uprawia różne rodzaje sportu. No dobra, ale miało być o jedzeniu. O jedzeniu też będzie. Nie jest tajemnicą, że armie świata niechętnie wydają pieniądze na jakieś frykasy. W każdej armii jest preferowane żywienie jak najprostsze przy zapewnieniu jak największej efektywności. Tu posłużę się klasyczna anegdotą o żołnierzach amerykańskich i radzieckich.

W ramach wymiany informacji o potencjalnym przeciwniku, a zarazem aby uniknąć „przypadkowej” wojny, strony wzajemnie się wizytują. Między innymi po linii żywnościowej. Rosjanie zaprosili amerykanów do swojej stołówki i pokazują sposób i efekt przygotowanych przez siebie posiłków. Oczywiście jest wędzona słonina, ziemniaki, gęsta zupa i do tego sztuka mięsa plus surówka. Generalnie bardzo „ciężkie i tłuste” jedzenie. Rosjanie wytłumaczyli to tym, że żołnierz musi mieć siły aby samodzielnie zmienić gąsienicę w czołgu, czy też pieszo z wyposażeniem o masie 40 kilogramów pokonać marszem odcinek 100 kilometrów drogi. Amerykanie wszystko sobie zapisali i przeliczyli na kalorie. Rosjanie z ciekawością zobaczyli co amerykanie robią i poprosili o te wyliczenia. Amerykanom wyszło, że posiłek radzieckiego żołnierza ma jakieś 3200 kalorii. Po kilku miesiącach następuje rewizyta Rosjan u Amerykanów. No i jest wizyta na stołówce amerykańskiej. Gospodarze chcąc zaskoczyć gości podają pierwszą informację, że dbając o kaloryczność posiłków, tak je komponują aby ta wynosiła w granicach 4700 kalorii do 5000 kalorii, w zależności od stawianych zadań i obciążenia organizmu żołnierza. Rosjanie szybko całość przeliczyli według wcześniejszego wzorca (przed wizytacją całej stołówki), po czym mówią, że jest to niemożliwe. Amerykanie pytają się – dlaczego? Na co Rosjanie odpowiadają, że niemożliwe dlatego, gdyż żaden człowiek na jeden posiłek nie zje siedmiu kilogramów ziemniaków. . .

Teraz wracamy do jedzenia. W kolejnych artykułach postaram się przedstawić jak najprostsze potrawy, których przygotowanie zajmie od kilku minut do maksymalnie godziny. Gdzie z przypraw najczęściej używane będą: sól, cukier, pieprz, papryka, cytryna oraz ocet. Opiszę, a być może pokaże jak domowym sposobem przygotować przepyszny majonez. Jak czytać daty ważności na poszczególnych produktach. Dlaczego warto myć owoce. I ogólnie wiele takich prostych, nazwijmy to sztuczek, które ułatwią życie w kuchni lub przy grillu.

Na potrzeby tego bloga podzielimy posiłki na kategorie.

żółtko

żółtko


Tymi kategoriami będą:
۩czas i sposób przygotowania posiłku;
۩składniki potrzebne do przygotowania posiłku;
۩temperatura w jakiej te posiłki są przygotowywane;
۩konsystencja;
۩doprawianie posiłków;
۩sposób ich podawania.

Posiłki możemy przygotowywać szybko lub długotrwale. Przykładem szybkiego posiłku są naleśniki bez farszu. Z kolei posiłek wymagający czasu to na przykład mięsa duszone.

Składniki posiłków mogą być ubogie, patrz naleśniki: mleko, jaja, mąka – ewentualnie dodatkowo tłuszcz (masło, olej), sól, cukier. A mogą być bogate gdy serwujemy dania wieloskładnikowe, na przykład z farszem lub wielosmakowe – nadziewane mięsa.

drożdżówki

drożdżówki

Jedzenie można przygotować w temperaturze otoczenia, zimne (około +8ºC), ciepłe (około +25 do +40ºC) oraz bardzo ciepłe (około +65 do +80ºC) do gorących (przy temperaturach sięgających rzędu +300ºC). W rodzajach mamy tu: surówki, desery na zimno, zawiesiny, polewy, po pieczenie mięsne i ciasta.

Konsystencja posiłków może być twarda (czekolady, orzechy), miękka (budynie), stała (mięsa), płynna (zupy), zawiesista (kremy) i tak dalej.

Sposób doprawiania posiłków. Bardzo ważna rzecz. Gdyż z własnego doświadczenia wiem, że ludzie są z natury leniwi i idą na skróty. No niestety tak się nie da. Jeśli chcemy jeść smacznie, to ważna jest nie tylko ilość przypraw i ich jakość, ale też czas lub etap przygotowania posiłku, w którym przyprawy dodajemy. Dla wielu czytelników będzie ogromnym zaskoczeniem, że są potrawy przygotowywane „na jałowo”, a przyprawiamy je dopiero „na talerzu”. W tym punkcie postaram się aby czytelnicy przypomnieli sobie, a inni uświadomili sobie dlaczego z solą i cukrem należy uważać.

Ostatnim kryterium jest sposób podawania posiłków. Tu posłużę się pewnym cytatem. Niestety nie pamiętam autora tego cytatu. Wiem tylko, że rzecz działa się w Anglii. Nie ważne co jest na talerzu ale ważne jest w jaki sposób zostało podane, bo na srebrnej zastawie to nawet g…. smakuje.

Ze swojej strony postaram się aby to co opisuję, było po prostu pyszne. I po każdej publikacji będę niecierpliwie oczekiwać opinii moich czytelników.

Zostaw komentarz :, , , , więcej...

przez , 13.paź.2015, w Ludzie i obyczaje

A teraz o Wiedniu inaczej.

Mimo że w poprzednim artykule pisałem o samych zawodach strzeleckich, teraz chciałbym się skupić na mieszkańcach naszej niegdysiejszej stolicy sprzymierzonej.
Poznałem naprawdę wielu fajnych ludzi.
Tutaj chciałbym pozdrowić Alinę i Wolganga, Sylwię i Michaela, Milę i Kristofa.
Z Aliną i Wolfgangiem można było rozmawiać po polsku. Mają po prostu długi staż małżeński i Wolfgang nauczył się języka polskiego.
Z Sylwią i Michaelem można było rozmawiać po angielsku i po niemiecku, a także z Sylwią po hiszpańsku i francusku.
Z Milą i Kristofem można było rozmawiać po polsku, rosyjsku, ukraińsku, angielsku i niemiecku.
Ja generalnie mówię po polsku, angielsku, rosyjsku i niemiecku.
Generalnie sam się zdziwiłem, że nasze rozmowy w różnych układach trwały czasami godzinami. My się po prostu poznawaliśmy.
Opowiadaliśmy o naszych krajach , o rodzinach, o kulturze, o ulubionym jedzeniu, o ulubionych trunkach, ba nawet o polityce i sprawach społecznych.
Opowiadaliśmy o naszych bolączkach, o niepełnosprawności, która w różny sposób nas dotknęła, o rozwiązywaniu bieżących problemów z tym związanych.
Tak żartem w rozmowie nie używaliśmy rąk :).
A tak mniej żartem, to okazało się, że nie jesteśmy z Marsa i z Venus, tylko jesteśmy stąd ze środka Europy, gdzie po raz pierwszy tak na poważnie uświadomiłem sobie, że granice nie mają znaczenia.
Wsiadam w samochód i po kilku godzinach jazdy zmieniam otoczenie i w niewielkim stopniu własne problemy, własne radości i własne poglądy na te zastane na nowym miejscu.
Nie było mowy o jakichkolwiek uprzedzeniach lub animozjach.
Było zrozumienie i chęć poznania innego człowieka.
Poznałem również pewnego Belga o imieniu jeśli nie przekręciłem Jean’ – tak właśnie pisanym. Facet niezwykle otwarty na świat i nim zainteresowany.
Poznałem kilku starszych Holendrów, niestety ich imion nie zapamiętałem, za co przepraszam, ale mogę powiedzieć, że przegadałem z nimi kilka godzin.
Poznałem Włochów z Don Piedrem na czele. Wśród nich był nawet jeden Alpini. Zainteresowani niech zgadują co to oznacza. Również z nimi przegadałem kilka godzin głównie o broni, która jak się okazało jest naszą wspólną pasją.
Trochę mniej rozmawiałem z Niemcami, którzy trzymali się w sumie razem i była ich dość spora grupa.
Z Czechami, a głównie z Ižim i z innymi. Ale tym razem tylko o zawodach, z których Oni akurat nie byli zadowoleni.
Poznałem również kilkumiesięczną Izabellę – Austriaczkę. Spytałem się rodziców skąd pomysł na takie imię i co ono oznacza. Powiedzieli, że to imię się im podoba. A już całkowicie się rozpromienili, gdy dowiedzieli się, że to imię oznacza Piękną lub Piękną Kobietę.
Poznałem Serba, a w sumie Serbów, z którymi ponarzekałem na otaczający świat.
Poznałem również w muzeum Arsenał Wiedeński tłumacza opowiadającego historię z taką pasją, że dosłownie pot się z niego lał – to za mało powiedziane, toczył!! Jak najlepiej chciał obcym przybyszom przekazać wiedzę o historii monarchii, Austrowęgrach, niepotrzebnych wojnach i tyglu narodowościowym jakim była monarchia Wiedeńska (Augsburska).
Rozmawialiśmy o problemach uchodźców z Bałkanów i z Syrii.
Dla tych co nie wiedzą – obecnie w Austrii mieszka bardzo dużo Bośniaków, Serbów i Albańczyków – emigrantów po wojnach bałkańskich. Ci ludzie już wpłynęli na kulturę Austrii. Na ulicy bardzo często można było spotkać kobiety w hidżabach i czadorach.
Austriacy bardzo obawiają się kolejnej fali emigracji, tym razem z Syrii. Gdyż jest to zupełnie obca kultura od Europejskiej.
Akurat w niedzielę w Austrii odbywały się wybory parlamentarne i gdy zapytałem się o to, na kogo będą głosować, to powiedzieli, że jest tylko jedna opcja. Innej nie ma. . .
Może to nie będzie Haider, ale . . .
Sam natomiast widziałem, żebrzących Syryjczyków na ulicach Wiednia pod jakimiś hotelami, gdzie stali dosyć dużą grupą.
Generalnie jednak z Wiednia wywiozłem jak najbardziej pozytywne wrażenia. Wrażeniach o ludziach mających cel w życiu. Realizujących swoje pasje i marzenia.
Oczywiście wszystkich zaprosiłem wspólnie z moimi kolegami do Polski.
Z tego miejsca wszystkich, których poznałem w Wiedniu pozdrawiam jak najgoręcej.
From this place all whom I met in Vienna as my warmest greetings.
Szanownym czytelnikom miasto Wiedeń naprawdę polecam nawet jako turystyczną atrakcję. Porozumiewamy się oczywiście po niemiecku, ale bez problemów również po angielsku, rzadziej po francusku czy polsku.
Ilość i jakość zabytków do zwiedzania naprawdę zwala z nóg.
I w tym przypadku poleciłbym obranie odpowiedniej taktyki zwiedzania, gdyż żeby zobaczyć tylko te najważniejsze zabytki to tygodnia nie wystarczy.
Ludzie są raczej przyjacielscy i zainteresowani drugim człowiekiem.
Naprawdę polecam.

1 komentarz :, , , , , więcej...

przez , 12.paź.2015, w Obronność i szkolnictwo

WZIĘLIŚMY WIEDEŃ ! ! !

Po kilku latach udało nam się wyjechać do Wiednia na Międzynarodowe Zawody Strzeleckie UOG.
Te zawody są traktowane jako nieoficjalne mistrzostwa Europy. Dlatego, że na nie przyjeżdża kilkaset ludzi – zawodników. I nie omieszkam dodać, że pod względem rozmachu i jakości organizacji, jedne z lepiej jak nie najlepiej zorganizowanych. Całkowicie skomputeryzowane stanowiska. Zawodnik wchodzi na stanowisko dosłownie na minutę i za nim to stanowisko opuści, jego wynik jest już wydrukowany.
opuszczając stanowisko . . .
Są to zawody bardzo prestiżowe.
Pierwszego dnia odbywają się zawody drużynowe.
W tym roku było to strzelanie na dwieście pięćdziesiąt metrów z karabinka szturmowego Stgw-77 AUG Steyr. Trzynaście strzałów, w tym trzy próbne oraz dziesięć ocenianych. Następnie odbywał się rzut granatem. Każdy zawodnik oddawał po pięć rzutów granatem do celu oddalonego o piętnaście metrów.
Nasza drużyna liczyła trzech zawodników. Oprócz mnie byli to jeszcze Olek i Piotr. Na zdjęciu poniżej.

Od lewej Olek, ja, Piotr

Od lewej Olek, ja, Piotr


Po wynikach myśleliśmy, że będziemy w środku tabeli. Jak miłe było zaskoczenie, gdy okazało się, że wygraliśmy.
Huuuuuurrraaaa !!!!

Huuuuuurrraaaa !!!!


Nastąpiło wtedy gromkie: Huuuurraa!!!!!! i odśpiewaliśmy przebój grupy Queen – jesteśmy mistrzami.

Kolejnego dnia odbyły się zawody indywidualne. Tym razem Piotr zajął drugie miejsce, a my zostaliśmy kwalifikowani w pierwszej i drugiej dziesiątce.
Jednakże najważniejsza chyba jest atmosfera tych zawodów.
Nie wiem dlaczego wszystkim nie związanym ze sportem strzeleckim, ten sport kojarzy się z jakąś agresją i przemocą, strzelaniem do zwierząt i ludzi.
Stanowczo zaprzeczam! Jest to sport, który powoduje wyciszenie organizmu i jego uspokojenie, wręcz relaksację. Samo wejście na stanowisko i oddanie nawet kilkudziesięciu strzałów do tarczy niczego nie zmienia. Ale oddanie ich w określony sposób! To właśnie daje ten relaks, za który warto zapłacić pieniądze.

Świętowanie po zawodach

Świętowanie po zawodach, trochę nie wyraźne

4 komentarze :, , , , , , , więcej...

My też kiedyś byliśmy uchodźcami

przez , 18.wrz.2015, w Obronność i szkolnictwo

My też kiedyś byliśmy uchodźcami

Tytuł dzisiejszego artykułu odnosi się do obecnej sytuacji z uchodźcami z Syrii.

Na początek muszę zaznaczyć, iż nie koniecznie miałem zamiar pisać o tym problemie. Przecież mnie on nie dotyczy. Jednakże tak nie do końca. Wśród moich znajomych rozmawiamy o problemie z uchodźcami i kilka rzeczy w trakcie tych rozmów, nasunęło się nam na myśl.
Będę punktował te przemyślenia. Będzie łatwiej je zrozumieć.

1. – My też kiedyś byliśmy uchodźcami z własnego kraju,my dzisiaj jesteśmy emigrantami zarobkowymi. I czy się to komuś podoba czy nie. Taka jest prawda. Tym samym nie możemy komukolwiek zabraniać przyjazdu do nas z tego samego powodu, gdyż i nam nikt nie zabraniał przesiedlać się i przeprowadzać. Złośliwi mówią, że część z naszych emigrantów sprzedała wszystko w Polsce i pojechała przeprosić Niemców za przegraną wojnę.

2. – Część Syryjczyków, szczególnie ta chrześcijańska część, moim zdaniem, może się osiedlić w Polsce bez problemów. Dlatego, że w tym przypadku wiara stanowi wspólny mianownik do porozumienia międzykulturowego. Ten sam Bóg, podobne obrządki i zwyczaje, te same święta etc. Łatwiej będzie takim emigrantom znaleźć wspólny język z mieszkańcami i łatwiej będą się asymilować kolejne pokolenia. To pierwsze pokolenie, niestety, będzie miało ogromne trudności z asymilacją. No ale cóż . . . Tak to już po prostu jest.

3. – Ci Syryjczycy, którzy podróżują z rodzinami, a są wyznania muzułmańskiego, warunkowo mogą się osiedlić w Polsce. No ale jakiż to warunek? Na pewno nikt nie każe im zmieniać wiary. Prawdopodobnie mogą zachować niektóre swoje zwyczaje. Jednakże z całą stanowczością aparatu represji należy wymóc bezwzględnie odstąpienia przez nich od prawa szariatu i to prawo bezwzględnie zakazać. Pod groźbą bardzo wysokich kar. Podam przykład. W islamie mamy rodziny patriarchalne. To mąż i ojciec stanowi o wszystkim. To mężczyźni mają prawo do zabawy, wychodzenia z domów, zaczepiania kobiet i umawiania się z nimi. Jeśli kobieta postąpiłaby podobnie, to splamiłaby swoim postępowaniem honor rodziny i musi zostać ukarana. To się nazywa zemsta krwi za zhańbienie rodziny. Tą plamę może zmazać jedynie śmierć sprawczyni, zadana przez członków własnej rodziny. Z tymi ludźmi już od granicy należy prowadzić pracę socjalną i kulturową, uświadamiając im co wolno w nowym miejscu ich zamieszkania, a czego nie wolno.

4. – Syryjczycy podróżujący samotnie – kobiety. Jeśli kobieta podróżuje samotnie, to mogą być dwa powody. Pierwszy to uciekła od swojego męża lub rodziny. Czyli, że będzie ścigana przez rodzinę, bo należy wymazać hańbę. Taką kobietę należy natychmiast ukryć w miejscu, gdzie w spokoju dojdzie do siebie i będzie poznawać nowe życie w nowym miejscu zamieszkania i pracy. Należy jej pomóc. Podobnie będzie z kobietami z dziećmi. Im także należy pomóc. Drugi powód. To ta kobieta niestety ale należy do któregoś ugrupowania islamistycznego. W tym przypadku należy odkryć charakter tego ugrupowania. Polityczne, propagandowe, wywiadowcze, zbrojne, terrorystyczne. Dalsze działania podejmują już odpowiednie służby.

5. – Syryjczycy podróżujący samotnie – mężczyźni. Również widzę dwa powody takiej podróży. Pierwszy to osiedlić się, znaleźć pracę i następnie sprowadzić swoją rodzinę. Z takimi osobami, również obowiązkowa praca socjalna i kulturowa. Tak aby mogli pozytywnie przejść okres adaptacji. Drugi powód podobny do wspomnianego powyżej. Ugrupowanie islamistyczne o określonym charakterze. Działania podobne jak powyżej – czyli służby odpowiednio przygotowane zajmują się danym człowiekiem.

6. – Mamy w Polsce dosyć sporą grupę Ukraińców, którzy uciekli przed wojną. Miałem okazję kilkoro z nich poznać. Ich problemem jest myślenie na poziomie poprzedniego ustroju. Damy radę i jakoś to będzie. Niestety nie w dzisiejszej Polsce. Ta grupa ludzi powinna skierować swoje myślenie na tory bardziej pragmatyczne, związane z planowaniem swojego rozwoju, z samym rozwojem osobistym oraz na wyznaczanie sobie kolejnych celów i dążenia do nich. Jednak generalnie z uwagi, że jest to grupa osób zbliżona kulturowo do nas, tu nie widzę większego zagrożenia.

7. – Uchodźcy afrykańscy. Chyba najbardziej zróżnicowana grupa ludzi. Są to emigranci głównie zarobkowi. Ale moim zdaniem powinny tu obowiązywać podobne podziały jak wśród Syryjczyków.

Kolejnym problemem jest filtracja tychże osób. Krew mnie jasna zalewa, gdy mówię, że dawno należało wysłać wojsko na Ukrainę. Oczywiście święte oburzenie, że przecież nie będziemy walczyć za Ukrainę! A kto do kurwy nędzy mówi o walce?! Przed granicą z Polską należało utworzyć ośrodki filtracyjne, gdzie przyszłych przesiedleńców można posprawdzać. A nie jak już przyjadą do Polski to się ich ściga, nie wiadomo za co!

W przypadku Syryjczyków i Afrykańczyków należy utworzyć już w samej europie obozy filtracyjne jak najbliżej granic zewnętrznych Unii Europejskiej. Czyli w Grecji, Włoszech, Francji i Hiszpanii. Na utrzymanie tych obozów pieniądze musi dać Unia. Wszystkie kraje członkowskie muszą partycypować osobowo i materiałowo w obsłudze tych obozów.
No dobrze ale pytanie po co te obozy? Po to, żeby do UE nie wpuścić chociażby przestępców. Na morzu śródziemnym, swojego czasu, część osób płynących pontonem okazała się chrześcijanami. Muzułmańska większość, chrześcijan po prostu wyrzuciła za burtę. Nie trudno stwierdzić, że wszyscy utonęli. Nie wyobrażam sobie aby tej całej grupie pozwolić na pozostanie W UE. Sprawców należy osądzić i skazać na dotkliwe kary zgodnie z prawem morskim. Zdaje się, że jedyną karą może być KS. Kara śmierci. A pozostałych z tej grupy wywieść z powrotem do kraju urodzenia lub zamieszkania. Ja nie chcę mieszkać w pobliżu przestępców gotowych zabijać za poglądy!!!

No dobra. Mamy obozy filtracyjne. Jakie zadania są przewidziane dla obsady obozu. Nie mówię tu o wartownikach, czy też odpowiednich służbach. Oni wiedzą już co mają robić. Mówię o zwykłych wolontariuszach i obsadzie wychowawczo socjalnej.
Pierwsze zadania to szacunek dla drugiego człowieka. Takie wysyłanie komunikatu aby był on zrozumiały.
Obowiązek dla wszystkich emigrantów – podopiecznych do udziału w zajęciach kulturowych. Nie możemy wymagać czegoś, czego nie nauczyliśmy. Zarówno o naszych zwyczajach jak i porządku prawnym i konstytucyjnym.
Obowiązek szkolny dla dzieci.
Opieka medyczna i lekarska.
Strefy dekontaminacyjne, czyli takie takie, gdzie będziemy mogli przeprowadzać badania osób na choroby zakaźne i kierować ich do izolatek.
Sprawdzanie umiejętności i szkolenia w kierunku wykonywania przyszłej pracy.
Uff! Tyle i tylko tyle. Zdaję sobie sprawę, że z każdego zdania tu zawartego można napisać książkę lub poradnik albo jakieś opracowanie. Zresztą sam na ten temat wiele opracowań sporządziłem.

Na sam koniec muszę dodać jeszcze jedną rzecz. Jest to teoria na pograniczu teorii spiskowych. Jednakże muszę się nią podzielić.
Co się stanie jeśli dowiedzielibyśmy się, że ten cały ruch emigracyjny jest w jakiś sposób inspirowany lub wręcz sterowany? A co się stanie jeśli faktycznie tak jest? To są oczywiście przypuszczenia.
No ale o zajęciu Krymu też mówiło się wcześniej w pewnych kręgach przypuszczająco o niemożliwym do dokonania. A stan jaki jest? Każdy widzi.
Czyli wracamy do naszych pytań. Pójdę na skróty i odpowiem. W dzisiejszej Szwecji po wprowadzeniu ileś lat temu zasady – „Multi-Kulti”, mamy regiony gdzie obowiązuje szariat.
W dzisiejszych Niemczech też takie rejony są, ale nie są sformalizowane.
Niniejszym władze starają się problemu nie dostrzegać. A tym samym pozostawiają sprawę własnemu biegowi.
Dalej idąc już na skróty bez wyjaśniania mojego toku myślenia i opisywania badań.
Emigranci będą poszukiwać kontaktu międzyludzkiego. Człowiek jest po prostu istotą społeczną. Jeśli emigrant nie znajdzie zrozumienia w środowisku, do którego przybył, to wycofa się do swojego środowiska, środowiska emigrantów, z którymi ma wspólny język. Takie środowiska będą zakładać swoistego rodzaju getta. Dlatego, że tylko w takich miejscach będą się czuć dobrze i będą akceptowani. A to już prowadzi w prostej linii do segregacji rasowej i kulturowej. Dalej jest już tylko wojna. . .
Od siebie dopowiem tylko, że w Europie nie ma już wojska. A jeśli jest to o niskim morale. A następną wojnę wygra nie ten co będzie miał więcej sprzętu ale ten co będzie miał większą motywację.
Inna rzecz, to te osoby bliskie sobie kulturowo (emigranci) chętnie wezmą odwet za traktowanie swoich pobratymców na innych (europejczykach lub amerykanach).
Amerykanie przegrali obie wojny w Iraku i Afganistanie. Oba kraje są w ruinie. W momencie zakończenia okupacji znowu przejdą metamorfozę o dostaną się w oś zależności wrogów ameryki i ich sojuszników.
A kto za to wszystko zapłaci? Niech każdy sobie sam odpowie na to pytanie.
Jak kiedyś pewien polski polityk wychwalał interwencję amerykańską w Iraku i Afganistanie, a następnie wysłał tam naszych żołnierzy, ja zadałem dwa pytania – a po co?; czy na osiołku można pokonać kilka tysięcy kilometrów, żeby podbić Europę lub USA? Do przemyślenia na kolejne dni.

2 komentarze :, , , , , , , , , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.