Jak przyrządzić mięso?

przez , 27.sie.2017, w kulinaria

Jak przyrządzić mięso?

004 mięso grilowane

mięso grilowane

003 mięso duszone nadziewane

mięso duszone nadziewane

002 mięso smażone pod pierzynką

mięso smażone pod pierzynką

001 mieso gotowane

mięso gotowane

Właśnie skończyłem dyskusję o sposobach przyrządzania mięs.
Postanowiłem podzielić się pewnymi spostrzeżeniami z moimi czytelnikami.
Po pierwsze mięsa nie wolno mrozić ponownie. Wytwarzają się w nim pewne kultury biologiczne i ponowne zamrożenie mięsa w warunkach domowych jest wysoce niewskazane. W warunkach przemysłowych owszem z użyciem pewnych preparatów chemicznych jak najbardziej. Szczególnie jeśli chodzi o mięso głęboko mrożone.
Po drugie mięso przed przygotowaniem należy opłukać, odsączyć z wody i osuszyć. Płukanie ma na celu oczyszczenia mięsa zarówno z pozostałej krwi, środków konserwujących jak i zanieczyszczeń różnego rodzaju. Osobiście polecam kąpiel solankową i płukanie w letniej wodzie. Po opłukaniu mięso odsączamy z wody (woda powoduje skwierczenie na patelni) i suszymy (można skorzystać z papierowych ręczników).
Po trzecie uważnie zapoznajmy się z procesem przygotowania mięsa za nim przystąpimy do samej czynności przygotowania. O ile proces rozbijania na kotlety, zrazy lub bitki wydaje się być prosty o tyle wcześniejsze krojenie mięsa w „poprzek” włókien już nie koniecznie. A proszę pamiętać, że są jeszcze mięsa nadziewane lub macerowane lub marynowane.
Po czwarte. W procesie przygotowania mięsa nie należy stosować soli. Sól ma właściwości konserwujące i powoduje twardnienie włókien. Jeśli na obiad podane mięso ma być miękkie i „rozpływać” się w ustach, to wręcz zapominamy o soli. Mięso można wtedy posolić krótko przed podaniem.
Piąte. Skuteczność przygotowania mięsa jest związana z głębokością penetracji termicznej samego mięsa, czyli jak głęboko mięso było poddane obróbce termicznej i w jakiej skali oraz w jakim czasie. Są potrawy, gdzie mięso poddaje się intensywnej obróbce cieplnej w krótkim czasie (smażenie) a są potrawy, gdzie mięso poddaje się obróbce cieplnej przez długi czas (duszenie).
Szóste. Mięso we wstępnej obróbce termicznej należy podsmażyć na dość intensywnym ogniu, gdyż taka czynność powoduje zamknięcie por i zatrzymanie soków wewnątrz obrabianego kawałka mięsa. Dzięki temu mięso nie będzie suche i żylaste, a soczyste i miękkie.
Po siódme. Czas przygotowania termicznego mięsa jest zależny od jego wagi i wysokości temperatury. Przy przygotowaniu należy przyjąć czas – jeden kilogram = jedna godzina obróbki termicznej. Przy potrawach odgrzewanych współczynnik wynosi głębokość penetracji termicznej, np. w kuchence mikrofalowej – jeden centymetr = jedna minuta.
Po ósme. Przypraw do mięsa dodajemy w zależności od rodzaju potrawy. I tak mięso na kotlety przyprawiamy przed smażeniem. Mięso duszone pod koniec duszenia. W przypadku mięs gotowanych przyprawiamy wywar. Jeśli kotletów nie przyprawimy przed procesem smażenia, to przyprawy nie wnikną w mięso z uwagi na panierkę. Jeśli mięso duszone przyprawimy za wcześnie, szczególnie solą, to ono stwardnieje. A do gotowania jeśli weźmiemy mięso macerowane, to potrawa nam zgorzknieje. Przyprawy dodajemy do wywaru, w którym mięso dochodzi i te przyprawy w procesie gotowania wnikają w mięso.
Po dziewiąte. Nie zawsze więcej przypraw oznacza – lepiej. Zawsze przyprawić możemy danie na talerzu. Nigdy z talerza nie usuniemy przypraw z potrawy. Zamiast przygotować mięso na ostro, lepiej podać ostry sos. Lub sos słodko-kwaśny, lub sos miodowy etc. Mięsa na talerzu przyprawiamy za pomocą sosów.
No i dziesiąte. Nie bójmy się eksperymentów. Ale z dodatkami, a nie z mięsem. :D

Zostaw komentarz :, , , , więcej...

Tolerancja (na plaży)

przez , 27.sie.2017, w Niepełnosprawni

Tolerancja (na plaży)

Dziś coś na temat tolerancji, a zarazem uprzejmości.
Zdarzyło się, że wyjechałem z rodzinką do sanatorium. Każde z nas na coś niedomaga. Jak wiadomo z poprzednich artykułów moja córka jest niepełnosprawna. Ja również mam orzeczoną jakąś tam niesprawność (ot wybryk ;) komisji lekarskiej).
Sanatorium w Ustroniu Morskim. Decyduję się na podanie miejscowości, bo być może ktoś z włodarzy tejże gminy niniejszy artykuł przeczyta?
Pierwsza rzecz jaka nachodzi mnie przy pisaniu tego artykułu to fakt, że ktoś odpowiedzialny za rozwój gminy czegoś nie przewidział. Szanowni Radni i Włodarze. Wspieranie budownictwa w ośrodkach wczasowych faktycznie z jednej strony napędza pieniądze dla gminy. Ale gmina powinna stymulować zrównoważony rozwój infrastruktury na swoim terenie. Owszem są np. miejsca ułatwień dla osób poruszających się na wózkach inwalidzkich. W moim odczuciu tych miejsc jest jednak za mało. Dla niepełnosprawnych i dla wózków są tylko dwa zjazdy na plażę, podczas gdy tylko w kilku ośrodkach takich osób może jednorazowo przebywać kilkaset!!!!
No to coś tu jest nie halo. Ciągi komunikacyjne są bardzo wąskie. Masa potykaczy na ulicach. Dla tych co niewiedzą – to są takie reklamy stojące bezpośrednio na chodnikach i zachęcających do wejścia do sklepu, restauracji, lodziarni itp. Bardzo dużo również jest towaru do sprzedaży w koszach i na wieszakach stojących wprost na chodnikach, a utrudniających przejście. Ścieżka rowerowa na promenadzie jest również pomyłką. Wystarczy, że z dwóch kierunków nadjadą dwa wózki z małymi dziećmi, nadejdzie niewielka wycieczka kolonijna i cztery rowery. Zator na piętnaście minut murowany (mierzyłem czas). Mimo że Ci ludzie byli dla siebie naprawdę uprzejmi, to jednak promenada jest po prostu zbyt wąska. Dalej brzeg w Ustroniu jest dosyć wysoki i stromy. Są naprawdę bardzo fajne zejścia schodowe na plażę. Jednak są strome. O zejściu z wózkiem nie ma mowy. Osoby starsze i niewidome również mają problemy ze zejściem na plażę. Sama plaża. Osobny temat na poemat. Nie chcę uprawiać krytykanctwa czy też hejtu. Nie na tym ta sztuka polega. Pamiętam jak kilka lat temu plażę specjalnie poszerzono i pamiętam jak tę plażę zabrało morze. Dokładnie tak. Podczas dużego sztormu.
Tu się właśnie mści rozbudowa samego Ustronia Morskiego i braku odpowiedniej plaży. Proszę mi wierzyć, że w szczycie urlopowo – pogodowym na plażę widziałem kolejki. Szczególnie przy zejściu, którym na plażę schodzą niepełnosprawni na wózkach i rodziny z wózkami z dziećmi. Do tego wszechobecne parawany. Osobiście pierwszego dnia nie wziąłem parawanu. Bardzo szybko tego pożałowałem. Więcej tego błędu nie popełniłem. Parawan na plaży, współcześnie w Polsce pełni rolę wyznacznika mojego terytorium!!!! Dosłownie. Jak dla mnie to jest takie chore. Ja rozumiem, że ktoś się wstydzi tego co robi na plaży. Spożywanie alkoholu, palenie papierosów jest tak powszechne, że szkoda o tym pisać. Przynajmniej raz widziałem parę uprawiającą seks w takim namiociku bez jednej ściany. No parawan osłaniał ich tylko częściowo. Ale i to mi nie przeszkadza. Przeszkadza mi brak przejść między parawanami. Gdy w godzinach dopołudniowych przychodziłem z córką na plażę, to miejsca jeszcze było na tyle, że w miarę swobodnie mogłem się usadowić na plaży. Następnie ludzie się schodzili. Mimo że byliśmy wszyscy dla siebie uprzejmi i tolerancyjni, to w pewnym momencie ludzi było tyle, że już nie było gdzie się przesunąć aby zrobić miejsca kolejnym przychodzącym osobom. A pamiętajmy o przejściach między parawanami. Efekt był taki, że na obiad do stołówki nie szedłem, tylko szedłem po obiad. Bo z wózkiem z plaży nie byłem w stanie wyjść!!! I tu mój apel do włodarzy gminy o rozwiązanie tego problemu. Być może rozwiązaniem jest nie koniecznie poszerzanie plaży, a usypywanie półwyspów piaskowych na plaży. Co sztucznie zwiększy miejsce dla plażowiczów.
Tu właśnie słowo o tolerancji. Właśnie na plaży poznałem turystów z Niemiec, Norwegii, Anglii i Rosji. O ile problemem było porozumiewanie się z rodzinami niemieckimi, gdyż tylko dzieci mówią po angielsku i z rodzinami rosyjskimi, o tyle z pozostałymi nie. Wszyscy w miarę komunikatywnie i dosyć płynnie mówimy po angielsku. Problemem było dla mnie wyjaśnienie kuriozum związanym z parawanami oraz z niektórymi stylami wypoczynku plażowego. Np. spożywanie alkoholu i palenie papierosów. Turyści z zagranicy nie mogli zrozumieć, dlaczego te osoby nie idą do baru napić się piwa lub jakiegoś drinka. Inną rzeczą, na którą zwrócili uwagę, to niewielka ilość w stosunku do plażowiczów ratowników. No aleee . . . Nie każdego stać na takie fanaberie. Miło byli zaskoczeni naszą otwartością. Oczywiście nie obyło się bez polityki. Tyle, że ja polityki nie lubię to raz. A dwa dajmy budować, a nie rozwalać. Krytykantom i wiecznym malkontentom mogę powiedzieć tylko tyle, że zamiast pyszczyć to trzeba iść na wybory. I tu podobają mi się kraje gdzie udział w wyborach jest obowiązkowy, bo inaczej są za to kary.
Wracając do tolerancji. Goście z zagranicy byli pozytywnie zaskoczeni ruchem Hare Kriszna i festiwalem indyjskim (Hare Kriszna to nie sekta, mimo że niektórym się marzy wrzucenie tego ruchu do jednego worka wszystkich sekt) oraz równolegle się odbywającymi spotkaniami chrześcijańskimi. Byli zaskoczeni w podejściu do osób niepełnosprawnych i zrozumieniu przynajmniej części potrzeb tychże osób. Byli zaskoczeni pomocowością i otwartością ludzi. Gdy rodzina niemiecka przyszła na plażę, to nie umiała rozstawić parawanu (przewracał się). Pomogli oczywiście nasi krajanie i parawan rozstawili. Norwegowie byli zaskoczeni otwartością i tym, że w Polsce publicznie ludzie okazują sobie uczucia oraz sposobem traktowania dzieci. W Norwegii nie do pomyślenia. Rosjanie uważają nas polaków za niezwykle pozytywnych ludzi. Anglicy we wszystkim widzieli nowość. Generalnie wszyscy oni uważają, że informacje o Polsce przekazywane w mediach są daleko nieprawdziwe w stosunku do tego co sami wdzieli w Polsce. Generalnie muszę powiedzieć, że do Ustronia Morskiego mam duży sentyment i lubię to „miasteczko”.
Do włodarzy mam jednak prośbę, a raczej kilka.
Pierwsze to plaża i jej pojemność – sugestia – poszukać innych doświadczeń, które okazały się skuteczne.
Drugie to ciągi komunikacyjne – są za wąskie (chodniki i potykacze), przykład promenada i część chodników.
Trzecie – w sezonie przebywają tu osoby niedowidzące – zaznaczenie ciągów komunikacyjnych, np. pomalowanie krawężników na jaskrawy kolor, odnowienie słupków drogowych z łańcuchami.
Czwarte więcej przejazdów dla wózków przy zejściach na plażę.
Całą reszta osobiście mi się podoba. Ot po prostu miejscowość, która ma swój urok i styl.

Zostaw komentarz :, , , , , więcej...

przez , 06.maj.2017, w kulinaria

Kawa po irladzku
Irish coffe
kawa
Kawę wsypujemy na suchą patelnię
Pour the coffee on a dry pan

Patelnię podgrzewamy
We fry the pan.

Kawa musi zrobić się gorąca
Coffee needs to be hot

Wtedy na patelnię wlewamy 50g whisky
Then pour 50g whisky into the pan

Chwilę podgrzewamy i zalewamy wrzątkiem
We heat up and we overflow with boiling water

Kawę przelewamy do kubka
Coffee is poured into the cup

Smacznego
Bon Appetit

Zostaw komentarz :, więcej...

przez , 06.maj.2017, w Galeria, Kresy i sąsiedzi, kulinaria, Ludzie i obyczaje, Niepełnosprawni, Obronność i szkolnictwo, Wychowanie


Hallo my frend`s.


From today I am trying to write in English.
Because there is a demand for my texts in English.
I realize that my English is square and does not complete properly.
Here I am currently trying on G + to publish in English.
I do not always use a text interpreter.
Let’s see how it goes.
Please comment.
I salute the readers

Zostaw komentarz :, , , więcej...

przez , 05.maj.2017, w Ludzie i obyczaje


Jak to jest z tą przyjaźnią między mężczyzną a kobietą?

Zdarzyło się, że o wymienionej w tytule przyjaźni rozmawiałem z kilkunastoma osobami, obojga płci. Czas rozmów odbywał się w ciągu kilkunastu ostatnich miesięcy. Co rozmowa, to pełne zaskoczenie.

Dlaczego o tym piszę? Hmm . . . Od dłuższego czasu jestem adresatem pytań „o”. W sensie o coś tam. W tym przypadku czy jest możliwa lub czy też nie możliwa przyjaźń (taka czysta, bez podtekstów) między mężczyzną, a kobietą.

Z osobistego przykładu mogę zaświadczyć, że znam takie sytuacje, gdzie przyjaźń między kobietą, a mężczyzną istnieje naprawdę i poza żartami, nie ma mowy o seksie. Część z tych osób znajduje się w trwałych związkach.

Jednakże przypuszczam, że dla moich czytelników ważniejsze jest to „inne” postrzeganie przyjaźni damsko-męskiej. Niestety tu muszę schylić czoła przed tymi, którzy nie wierzą w taką przyjaźń. Dlaczego niestety? Ano dlatego, że człowiek jest tylko człowiekiem. W dodatku jest istotą stadną i posiadającą popędy, w tym popęd płciowy. Przy naprawdę bliskich relacjach emocjonalnych, dochodzi do tych czysto fizycznych.

Na chwilę muszę cofnąć się do czasów Zygmunta Freuda. Właśnie ten znamienity lekarz badający ludzką osobowość przytoczył takie powiedzenie, a dokładniej pytanie z odpowiedzią: Po co ludzie żyją? Żyją po to, aby się rozmnażać i aby przygotować potomstwo do rozmnażania. I tak po chwili zastanowienia, to Ten Facet ma rację.

Obojętnie co byśmy nie zrobili, jakiej religii byśmy nie wyznawali, nurtu filozoficznego nie odkryli, czy też jakiś innych zasad moralnych, to faktycznie tak jest.

Człowiek żyje po to aby się rozmnażać.

Cała reszta, czyli otoczki filozoficzne, religijne i moralne, wskazują co najwyżej sposób w jaki należy to robić.

Do rozmnażania potrzebny jest osobnik płci męskiej i kolejny osobnik płci żeńskiej. Jak są dwa męskie lub dwa żeńskie, to raczej nic z tego nie będzie.

Wracamy do współczesności. Tu chodzi właśnie o tę moralność.

Należy powstrzymać swoje żądze prokreacyjne na rzecz, w tym momencie, bliżej nieznanego stanu w relacjach kobiety i mężczyzny. Trudno to będzie zrozumieć temu, kto sam czegoś takiego nie doświadczył. Ja osobiście zaliczam się do tej grupy, która doświadczyła takiego stanu rzeczy. I mogę coś na ten temat powiedzieć.

Moje doświadczenie opiera się na relacjach zawodowych, aby następnie przejść do relacji osobistych.

Mój ówczesny szef, gdy dowiedział się, że będą z nami pracować kobiety, których do tej pory w naszej pracy nie było, stwierdził, że: „z babami tylko problem jest”. Działo się to w czasie zmian ustrojowych i mój szef w niedługim czasie już nie był jakimkolwiek szefem.

Kolejny szef zrobił w pierwszej kolejności szkolenie o czymś takim, co się nazywa szacunek wzajemny. Na tamte czasy proszę mi wierzyć był to krok milowy do przodu. I o tym za chwilę. Później pojawiło się inne stwierdzenie, dotyczące uczciwości. To właśnie z tego okresu mam zasadę, że żon i dziewczyn kolegów nie podrywam, a z koleżankami – partnerkami z pracy do łóżka nie chodzę. Tak jest lepiej i prościej. Takie postępowanie kształtuje wzajemne zaufanie. Bo jeśli jedna ze stron takiej relacji, nie postępuje uczciwie od początku, tylko ma cel ukryty, to gdzie tu jest zaufanie?

W latach ubiegłych, gdy media społecznościowe nie były tak rozwinięte, telefony były z przydziału administracyjnego, a z programów telewizyjnych dostępne były dwa kanały TVP, nie było także świadomości społecznej. Świadomości o posiadanych prawach i obowiązkach.

Komuniści po II wojnie światowej chcieli wprowadzić nowy ład społeczny, który był zaprzeczeniem tego co było do tej pory. Karol Marks wymyślił, że wszystko musi być wspólne. I pojawiło się pytanie – czy żony też? Proszę zwrócić uwagę, że nikt nie zapytał o mężów. Pytanie dotyczyło kobiet. Po prostu kobieta była bardzo często traktowana przedmiotowo. To mężczyzna miał kobietę, ale kobieta miała męża lub pana. . . Tak po prostu było, ponieważ takie były wzorce zachowań. I takie były wzorce wychowania.

W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku pojawiły się pierwsze nowinki wzorców postępowania. Wiązało się to z coraz większą otwartością na zachód. Ale ja nie o tym chciałem pisać. Wracamy do relacji wzajemnych.
Z moich doświadczeń wynika, że im większy stres w pracy i życie na większej „petardzie”, tym relacje między koleżeństwem rzadziej opierają się na seksie. Częściej są partnerskie, gdyż od tego zależy czyjeś życie i zdrowie, a to się nazywa po prostu odpowiedzialność.

Inna rzecz to własna rodzina. Jedna przygoda nie jest przygodą. Podobno. I jeśli tylko na tym poprzestaniemy to ok.

Kiedyś w jakimś ZK usłyszałem, że raz w dupę to nie pedał. I coś w tym jest.

Ja stoję na stanowisku, że jeśli nie chcesz czegoś zepsuć, to nie niszcz tego.

Jak spojrzysz w oczy swojemu mężowi, żonie, dziewczynie, chłopakowi gdy taką przygodę zaliczysz? No można być draniem i spojrzeć, prawda? Ale co dalej? Jaki ruch będzie następny? Tylko raz i nic więcej? Czy też tylko pierwszy raz, a potem z górki?

No właśnie i to są te dylematy, na które zwracają uwagę Ci co twierdzą, że przyjaźń między kobietą, a mężczyzną jest niemożliwa.

No i teraz z drugiej strony. Kiedy zaczynają się relację między kobietą, a mężczyzną?
Z lat ubiegłych pamiętam badania przeprowadzane na różnych uczelniach. Ale wniosek był zawsze ten sam. Relacje zaczynają się w momencie wystąpienia interakcji społecznej.

Cholera wyszło naukowo.

Ludzkim językiem. Gdy kobiety i mężczyźni zaczynają ze sobą przebywać i się porozumiewać. Dalej jest atrakcyjność kontaktów.

Pierwszy jest wygląd, postura, postawa, wzrost, wiek, obycie, umiejętności, sposób poruszania, czystość i zachowanie.

Wygląd: ładna – przystojny; wielkość biustu, szerokość klatki piersiowej, biodra, pupa, twarz, oczy, włosy etc.

Postura: sylwetka proporcjonalna, wygląd ogólny sylwetki.

Postawa: wyprostowana, zdecydowana, sprężysta.

Wzrost: proporcjonalny w stosunku do budowy ciała; czy nie za niski w stosunku do objętości.

Wiek: zbliżony lub młodszy.

Obycie: sposób wysławiania, styl ubierania.

Umiejętności: najczęściej na kanwie zawodowej lub wspólnych zainteresowań.

Sposób poruszania się: krok sprężysty, sportowy, wytrzymały.

Czystość: brudnych nikt nie lubi, no chyba, że samemu jest się na bakier z czystością.

Zachowanie: ludzie wolą sympatycznych, a nie mruków.

Na drugim miejscu jest: brać, czy dawać? Ludzie są tak skonstruowani, że jedni wolą coś dawać od siebie, a inni tylko chcieliby brać. Najlepiej gdy trochę od siebie dajemy i trochę dla siebie bierzemy. Wszystko jednak z umiarem.

Trzecią rzeczą jest czas kontaktów. Czy na całe życie, czy też na czas określony czymś tam. No i czy jak już ten czas się skończy, to czy palimy za sobą mosty, czy wręcz przeciwnie, zostawiamy sobie drzwi otwarte, tak na wszelki wypadek.

Wnioski: Hmmm . . . Brak. Lecz nie dlatego, że opowiem się po jednej lub drugiej stronie. Bo się nie opowiem. Mam swoje lata, nazwijmy to średnie. I powiem mój bardzo subiektywny osąd. Przyjaźń między kobietą, a mężczyzną jest możliwa. Jeśli to są dorośli ludzie to tylko od nich samych zależy jak sobie życie wyprostują lub skomplikują.

W każdym razie obojętnie co nie zrobią, muszą myśleć nie tylko o sobie, ale też o innych.

O tych, których swoim postępowaniem mogą skrzywdzić, lub z drugiej strony mogą swoim postępowaniem przekazać coś ważnego i pozytywnego.

Natomiast jeśli to są małolaty (bez obrazy). To im (małolatom) należy wskazać drogę.

Kiedyś małolatem była osoba przed osiemnastką. Dzisiaj przed trzydziestką. Taki znak czasów.

Wrócę na chwilę do zdarzeń z przełomu wieku. Prowadziłem wtedy badania dotyczące przemocy w rodzinie.

Pierwszym założeniem było powtórzenie badań za pomocą metod i narzędzi już wykorzystanych wcześniej oraz w podobnych warunkach, gdyż miały to być badania porównawcze w stosunku do tych sprzed lat.

Okazało się jednak, że w tym czasie ustawodawca zmienił stan i strukturę prawną rodzin.

Badania należało praktycznie opracować od nowa. Ja byłem w tej części, która zajmowała się studium przypadku.

Miałem kilka rodzin do zbadania, gdzie dochodziło do przemocy.

Nie będę tych badań opisywał.

Nadmienię o jednym wątku.

W tym czasie kobiety były własnością mężczyzn. I to dosłownie. Mało tego. Te kobiety się na taki stan rzeczy godziły. Jeśli był ślub to czy ten mąż pił czy bił, to nie było ważne. Ważne było co ludzie powiedzą, jak się okaże, że biorą rozwód. No nie do pomyślenia.

Należało przełamać tabu. Udało się to zrobić. Choć były to lata ciężkiej pracy.

Proszę sobie wyobrazić jak w takim stanie rzeczy ktoś powiedziałby, że kobieta i mężczyzna są przyjaciółmi. . . Normalnie śmiech na sali.

O przyjaźni męsko – damskiej można było mówić, gdy rzecz dotyczyła artystów, ludzi stojących na piedestale, twórców, poetów itd. Ale nie można było mówić, gdy rzecz dotyczyła „zwykłych ludzi”. Którzy żyli od wypłaty do wypłaty. Gdzie książki czytało się dwie w roku (statystycznie). Gdzie nie było możliwości na wyjście do teatru, bo teatr daleko i nie dla nich. Jedyną rozrywką to alkohol. No i też msza w niedzielę. Supermarkety były tylko w dużych miastach. Na prowincji żyło się „jak dawniej”.

W takich okolicznościach jak ktoś powiedziałby, że przyjaźni się z kobietą, to jedno z pierwszych pytań dotyczyłoby tego jak ona się r…a? Jak kobieta powiedziałaby, że mężczyzna jest jej przyjacielem, to tu jedno z pierwszych pytań byłoby, czy on ma większego od Twojego Starego?

Dzisiaj, pod wpływem szeroko rozumianej kultury zachodu, jest trochę mniejsze uprzedmiotowienie płci.

Owszem są dziwne pytania ze strony otoczenia, ale też jest większe zrozumienie tegoż otoczenia i osoby nie są tak szybko stygmatyzowane co do swoich zachowań. Wiąże się to z innym podejściem do otaczającego nas życia.

No ale też nie mogę nie poruszyć tematu związanego z szybkością tego życia.

Proszę zwrócić uwagę. Coraz częściej ludzie nie chcą się angażować zbyt głęboko w to co nas otacza.

Imprezy rodzinne – tylko z obowiązku.

Małżeństwo – gdy tego potrzebujemy, a jak nie potrzebujemy to małżeństwa nie ma.

Seks – bez zaangażowania uczuciowego. Itd.

Pewne słowa przestały być modne, a innych się nadużywa.

Powiedzieć, o kimś, że jest przyjacielem, tylko dlatego, że się znamy – jest nadużyciem. To jest tylko znajomy.

Powiedzieć o kimś, że się go kocha, myśli się tylko o seksie – jest nadużyciem. To jest tylko pożądanie. Być może zauroczenie. Na pewno to nie jest miłość.

Drobna sprzeczka, która stawia wszystko na ostrzu noża, między przyjaciółmi. To nie jest przyjaźń, tylko jakaś chora zależność od siebie, być może strach przed samotnością.

Przyjaźni i miłości można się nauczyć.

Czego potrzeba do tej nauki?

Kilku rzeczy. Wymienię je jednym ciągiem: otwartości, życzliwości, zrozumienia, tolerancji, ciekawości, szacunku, krytyczności, poświęcenia, oddania, konsekwencji, wybaczania.

A może nie?

Chętnie o tym podyskutuję. . .

Z wieczornym pozdrowieniem . . .

Zostaw komentarz :, , , więcej...

przez , 05.maj.2017, w kulinaria


Coś tradycyjnego i nowoczesnego

Tytuł może być mylący. Aczkolwiek . . . Pierwszym daniem, które chcę pokazać (opisać) jest staropolski, a raczej starosłowiański kołacz. Niniejszym zgodnie z tytułem zarówno tradycyjnie jak i nowocześnie.
Drugim daniem natomiast będzie deser budyniowy.
Kołacz w dawnych czasach szykowało się z okazji świąt i ważnych wydarzeń. Nie jest to danie, które można zrobić w ciągu jednego dnia. Dawniej kołacz wyrabiało się około tygodnia do dwóch tygodni. Związane to było z przygotowaniem drożdży i zakwasu. Gdyż kołacz jest upieczonym słodkim ciastem z miodem, a przygotowuje się go podobnie jak chleb. Na nasze potrzeby uprościłem sposób przygotowania ciasta. Chociażby dlatego, że nie użyłem zakwasu, a drożdże babuni kupiłem w sklepie.
Samo ciasto przygotowuje się, jak już wspomniałem podobnie do ciasta chlebowego lub podobnie jak ciasto do babki drożdżowej.
Czyli najpierw należy przygotować drożdże na mleku z cukrem do wyrośnięcia, czyli około jednej godziny. Ja osobiście drożdże zasypuję cukrem i zalewam ciepłym mlekiem. Około 1/3 kostki drożdży, cztery łyżki cukru pudru i 2/3 szklanki mleka. Odstawione na godzinę (minimum trzydzieści minut) do wyrośnięcia. W tym czasie przesiewam mąkę pszenną klasy 500 (poznańska, wrocławska, tortowa) lub nieznacznej wyżej. Do maki dodaję dwie łyżeczki cukru pudru, szczyptę soli, jaja i masło. Jeśli ciasto ma być bardziej wilgotne, to należy dodać olej z masłem lub sam olej, najlepiej rzepakowy. Do tej ilości ciasta dajemy pięć jaj. Teraz ważne jest ile tego ciasta ma być. Na te ilość przygotowanych drożdży powinno być około ¾ kilograma mąki i pięć jaj. Jeśli ma być więcej to po zachowaniu proporcji należy po prostu zwiększyć ilość składników. Mąkę mieszamy z cukrem i solą, dodajemy jaja i przygotowane drożdże. Całość mieszamy w misce lub dzieży. Mieszamy do momentu, gdy ciasto zacznie odchodzić od rąk i boków misy. Przygotowujemy formę do ciasta. Ja zalecam formę okrągłą o średnicy minimum 26 cm. Ale nic nie stoi na przeszkodzie użycia formy mniejszej 24 cm lub większej 28-30 cm. Wtedy inny będzie czas pieczenia. Formę należy nasmarować tłuszczem (olejem) i przynajmniej spód formy należy wyłożyć papierem do pieczenia. Do samego ciasta ja osobiście dodałem kandyzowanych skórek pomarańczy. Ciasto wykładamy do formy. Równo rozprowadzamy, wierzch ciasta można skropić wodą lub posmarować jajkiem. Piekarnik powinien być rozgrzany do temperatury 180 ℃. do tak rozgrzanego piekarnika wkładamy ciasto na czas minimum 30 minut, zalecany 40-45 minut, maksymalnie 55 minut. Wszystko zależy od piekarnika. W tym czasie przygotowujemy polewę na kołacz. Ja osobiście zrobiłem polewę z białej czekolady z dodatkiem maki ziemniaczanej i kandyzowanych skórek pomarańczy. Po upieczeniu należy piekarnik wyłączyć i otworzyć. Ciasto przez dwie minuty w nim odpoczywa.
kołacz 001
Po wyjęciu z piekarnika ciasto należy ostudzić, do poziomu – ciepłe. Wtedy ciasto należy przełożyć na talerz i obrócić oraz posmarować przygotowaną polewą. Ciasto wcześniej, przed polaniem polewą, można rozkroić i przełożyć miodem. Odstawić do ostudzenia całkowitego i stężenia polewy.
Kołacz 003
Drugim daniem dzisiaj jest deser budyniowy.
Deser składa się z kilku rodzajów budyniu, galaretki i owoców. Budyń przygotować z godnie z opisem na opakowaniu. Zalewać salaterki lub pucharki warstwami (kolorystycznie) poszczególne warstwy przełożyć owocami (raczej miękkimi – brzoskwinie, truskawki, morele) a gdy budyń trochę ostygnie, całość polać galaretką i odstawić do wystygnięcia. Można oprószyć czekoladą.
Deser 002

Deser 003
Życzę smacznego.

Zostaw komentarz :, , , , , więcej...

przez , 02.maj.2017, w kulinaria

Twarde owoce – miękkie owoce

Truskawki na miodzie, pod klarem

Truskawki na miodzie, pod klarem

Dzisiaj coś dla dzieci i nie tylko.

Wielu z nas ma problemy z jedzeniem u naszych dzieci. Naukowo, pedagogicznie jest udowodnione, że dzieci w pewnym wieku, a dokładniej między drugim a trzecim rokiem swojego życia zaczynają zauważać swoją tożsamość. I jest w odpowiedzi – „JA”. Od tego też czasu zaczyna się rozwiązywanie problemu przez dorosłych w postaci co też naszej pociesze uszykować do jedzenia, aby chętnie to coś zostało skonsumowane?
Mam propozycję na taką okoliczność. Ta propozycja to twarde owoce podane na miękko.
Brzmi zagadkowo. Ale nie jest takie straszne, jak się wydaje.

Zgodnie z obietnicą teraz omówię to co jest potrzebne do przygotowania tej potrawy.
Potrzebujemy deskę do krojenia chleba, nóż szefa, nóż jarzyniak, może być nóż drylownica do jabłek, patelnia, łyżka stalowa lub teflonowa, talerz lub salaterka.
Potrzebujemy cztery sztuki twardych owoców. Mogą być gruszki, jabłka, brzoskwinie, morele. Ale mogą też być truskawki, maliny, jeżyny, borówki w całości, żurawina. Miód, olej lub oliwa lub masło klarowane.
Potrzebujemy czasu – około dziesięciu, maksymalnie dwudziestu minut.

Owoce wyparzamy lub myjemy. Jabłka, gruszki i brzoskwinie pozbawiamy skórki. Pozostałe owoce nie koniecznie, natomiast borówki, jagody i porzeczki przygotowujemy w całości. Ważne, żeby asortymentu owoców nie mieszać. Jeśli bardzo chcemy, to nie jest problem z mieszaniem składników i będziemy mieli sangrię. Ja jednak nie jestem zwolennikiem mieszanek, gdyż nie można przewidzieć walorów smakowych samej potrawy. Czyli zachowujemy monogamię w przygotowaniu. Czyli tylko gruszki, tylko jabłka itd. owoce kroimy na mniejsze kawałki. Proponuję ósemki.
Przygotowujemy patelnię. Rozgrzewamy ją. Na patelnię dajemy jedną łyżkę oleju lub oliwy lub masła klarowanego. W A Ż N E – tłuszcz – nie – może – skwierczeć ! Ma być ciepły, ale nie wrzący. Do podgrzanego tłuszczu dodajemy jedną łyżkę miodu. Podgrzewamy ostrożnie, aż miód się rozpuści. W tym momencie na patelnię wrzucamy owoce, dokładnie je obtaczając w miodzie i tłuszczu. Owoce trzymamy na patelni do momentu, aż będą miękkie, a dokładnie średnio miękkie. Nie mogą się rozpływać.

Zdejmujemy z patelni i podajemy na talerzu.

Oczywiście twarde owoce trzymamy na patelni chwilę dłużej, a miękkie krócej. Generalnie na patelni owoców nie należy trzymać dłużej jak jedną do dwóch minut. Owoce miękkie jak truskawki tylko dosłownie obtaczamy czyli na patelni są trzymane nie dłużej jak trzydzieści sekund.

Ja osobiście z tak podanych owoców uzupełniam obiady, przygotowuję desery, farsze do naleśników etc.

Dla osób, które będą po raz pierwszy przygotowywać taką potrawę jest istotnym aby w potrawie używać tylko jednego rodzaju owoców. Jest to związane z tym, że gruszki są najczęściej słodkie, jabłka wychodzą najczęściej kwaskowe, borówki i jagody potrafią wszystko zabrudzić. Wymieniać dalej można o wiele więcej. W momencie, gdy już nabędziemy pewnego doświadczenia, będziemy owoce mieszać. Proponuję jednak zachować klasyfikację kolorystyczną. Owoce białe do białych, czerwone do czerwonych itp.

Życzę smacznego.

Zostaw komentarz :, , , , , , , więcej...

przez , 01.maj.2017, w kulinaria

Warsztat kucharza

ᕯ Każdy kucharz za nim przystąpi do pracy powinien wiedzieć o kilku istotnych rzeczach. Posiłki są przygotowywane w różnych miejscach i okolicznościach. Za nim szanowny czytelniku przystąpisz do przygotowywania posiłku, powinieneś o nich wiedzieć.

ᕯ Po pierwsze czy kucharz wie co będzie gotował. Zdarza się, że robimy obiad „na winie”’ co się w lodówce na winie to idzie do gara i obiad gotowy. Jednakże częściej kucharz przygotowuje jakąś zaplanowaną potrawę. I wtedy jest dylemat identyczny jak w pewnym słuchowisku radiowym. Pewna Pani przygotowywała posiłki na podstawie przepisów radiowych. Dla młodszych czytelników wyjaśniam, że epoka internetu trwa około 20 lat, a wcześniej były książki kucharskie, programy telewizyjne i słuchowiska radiowe. No i ta Pani słuchając radia, piecze ciasto. Radio – bierzemy ćwierć kostki masła, jedną szklankę cukru pudru, dwie szklanki mąki pszennej wrocławskiej (tzw. pięćsetpięćdziesiątki), cztery jaja, dwie łyżki oleju. Pani – masła nie mam to wezmę margarynę, cukier może być zwykły, mąkę mam tylko żytnią, jaja są trzy ale to nic, a zamiast oleju wezmę roztopiony smalec. Dalej jest opis przygotowania, czyli ubijanie, ucieranie, smarowanie oraz pieczenie. W radio prelegent piecze już w piekarniku elektrycznym, a Pani piecze w piecu węglowym tzw „angielce”. Oczywiście nie jest tajemnicą, że „naszej” Pani wypiek nie wyszedł. Za to jej komentarz był bezbłędny. No patrz Rysiu co oni w tym radio wymyślają, toż tego się jeść nie da.

ᕯ Kucharz jeśli chce przygotować posiłek, to po drugie musi mieć składniki do jego przygotowania. Konia z rzędem temu, kto choć raz nie musiał biec do sklepu bo czegoś zapomniał.

ᕯ Dalej są narzędzia. Jeśli coś jest do wszystkiego to jest do niczego. Zacznijmy od noży: największym jest nóż szefa. Służy do krojenia dużych porcji np. mięsa, krojenia warzyw i owoców na drobno lub serów raczej miękkich. Nóż do mięsa. Długością dorównuje nożowi szefa ale jest przeznaczony do krojenia mięs. Jest węższy i można nim wykrawać porcje mięsa oraz trybować kości. Nóż uniwersalny. Nazwa jest myląca. Jest to nóż mniejszy od dwóch poprzednich ale dlatego uniwersalny, że jest najczęściej wykorzystywanym nożem w kuchni. Jak jesteśmy przy mięsie to jest jeszcze nóż do steków. Jego ostrze jest krótsze i w kształcie trójkąta. Dalej jest nóż do drobiu lub do filetowania. Nazwa mówi sama za siebie. Z dużych noży jest jeszcze nóż do chleba o ząbkowanym ostrzu oraz tasak. Z noży średnich jest nóż do warzyw miękkich (pomidorów) i są noże do obierania warzyw. Te mają różne kształty. Od prostych po takie w kształcie litery T. dalej jest nóż do ryb i filetowania ryb. Te noże różnią się długością. Oba są bardzo wąskie i bardzo giętkie. Dalej są noże do serów twardych i półtwardych. Te noże wyglądają jakby zabrakło stali na ich wytworzenie. Głownia ostrza jest szkieletowa. A samo ostrze na sztychu jest rozdzielone. Nóż do ziół składa się z jednego lub więcej ostrzy ułożonych równolegle. Są to noże jednoręczne lub dwuręczne. Nóż swoim wyglądem przypomina „kołyskę”. Ostatnim na potrzeby tego artykułu będzie nóż do masła i tłuszczy oraz szpatułka do kremów.

ᕯ Jeśli piszę o nożach to również muszę napisać o deskach kuchennych. W kuchni kucharz potrzebuje więcej niż jedną deskę. Deski raczej nie powinny być mieszane jeśli chodzi o przygotowywanie asortymentowe. Ale w warunkach domowych nie dajmy się zwariować. Do krojenia chleba jest potrzebna deska w miarę twarda, np. bukowa. Do rozbijania mięs i krojenia mięs jest potrzebna deska sprężysta, np. bambusowa. Do krojenia owoców miękkich i soczystych jest potrzebna deska z kryzą lub rowkiem. Do krojenia ziół potrzebna jest deska wgłębiona lub wklęsła. Deska do ryb z możliwością zamocowania tuszy rybnej do deski celem zeskrobania łusek rybich. Każdą deskę po każdym użyciu należy dokładnie umyć, a jeśli deska miała kontakt z krwią to należy ją wyparzyć lub umyć za pomocą detergentów. Kucharz potrzebuje jeszcze stolnicy do szykowania ciast zagniatanych.

ᕯ Innymi narzędziami są: tłuczek do rozbijania mięs, topór do mięsa (bez przesady z wielkością), rózgi (nazywane czasem trzepaczkami), moździerz do ucierania, tłuczek do ziemniaków (lub innych warzyw), praska do czosnku, wyciskacz do pure, sita różnej wielkości, podobnie różne miski, wałek do ciasta, garnki om pojemności od ćwierć litra do czterech litrów, patelnie, brytfannę, formy do ciast i chleba. I wcale nie jestem pewny czy z podstawowego sprzętu wymieniłem wszystko. Do tego dochodzą jeszcze różnego rodzaju dozowniki, dyspensery, porcjonery, miarki, wagi, łyżki, chochle, szpatułki, pędzle, widelce etc. do wyposażenia warsztatu kucharskiego zaliczają się również inne artykuły. Są to ręczniki lniane i bawełniane oraz jednorazowego użytku. Ściereczki i ścierki. Gąbki i druciaki. Szczotki do garnków i do szorowania mebli. Artykuły chemiczne. Płyny, mleczka, proszki. Czyli to wszystko co służy do posprzątania po przygotowaniu posiłku.

ᕯ Jedzenie jest dla nas ludzi bardzo ważne, podobnie jak i dla każdej innej istoty żywej. Bez jedzenia żadna żywa istota nie ma energii do funkcjonowania. Na obecnym poziomie cywilizacyjnym, ludzie nie mogą sobie pozwolić na jedzenie zebranych świeżo warzyw, owoców, jarzyn, bulw, jak też świeżo pozyskanego surowego mięsa. Tę żywność należy odpowiednio przetworzyć. O ile zjedzenie świeżego jabłka zerwanego z drzewa nie będzie problemem, o tyle zjedzenie surowego ziemniaka już tak. Dlatego tak ważna jest higiena przy przygotowywaniu posiłków. Nie mówię tu już czystych rękach kucharza. To rozumie się samo przez się. Mówię o tym co przeciętnemu człowiekowi nie zawsze kojarzy się z higieną. Pani Domu chcąc zabłysnąć przed gośćmi najpierw się umalowała, ufryzowała, ubrała wizytowo, po czym przystępuje do gotowania. Przecież to tylko drobna przekąska na ciepło. . . opisana Pani Domu nie przypuszcza nawet, że tips odłamany z paznokcia palca nie tylko może wyglądać nie ładnie w potrawce ale stanowi zagrożenie zdrowia. Nie upięte włosy . . . Ja osobiście nie lubię włosów w obiedzie. To samo dotyczy też panów. Może za wyjątkiem tipsów ale patrząc na dzisiejsze czasy. . . Wszystko jest możliwe.

ᕯ Dalej po każdym przejściu między asortymentami. Czyli przechodząc od mięsa do owoców czy warzyw należy umyć ręce i to dokładnie. A już bezwzględnie gdy kucharz miał do czynienia z krwią zwierzęcą. Wszystkie warzywa i owoce należy umyć ale wskazane jest ich sparzenie przed przygotowaniem.

ᕯ Jak widać takich zasad jest bardzo dużo. Przy okazji omawiania poszczególnych potraw te zasady będę omawiać dość szczegółowo. Tak samo szczegółowo będę omawiać narzędzia potrzebne do przygotowania potraw. Tu jednak zrobię ukłon w stronę czytelników. Omówię narzędzia wskazane jako te, które są potrzebne oraz omówię narzędzia dopuszczalne ale bez których potrawy po prostu nie da rady przygotować. Przykładem może praska do czosnku. Niekoniecznie czosnek jest prasowany praską. Czosnek można też zaprasować np. nożem szefa.

Z pozdrowieniem starszego kuchcika sosjera.

2 komentarze :, , , więcej...

przez , 01.maj.2017, w kulinaria

Tym artykułem chciałbym rozpocząć część kulinarną mojego bloga.

BOSS

BOSS


Zdarzyło się, że kolejne zakręty zawiodły mnie do pracy w naszej armii. A konkretnie, do Służby Żywnościowej. Czyli takiej, która odpowiada za pełne żołądki naszych dzielnych żołnierzy, a przez to ich dobre samopoczucie. Nie mówię tego z przekąsem. To jest fakt. Pierwsze co w żołnierzach zauważyłem, to to, że mimo upływu lat służby, nie ma praktycznie wśród tej kategorii osób takich, które mają nadwagę. . . Z uwagi, że poznałem środowisko „od środka”, stwierdzam, że w granicach 80% z nich, aktywnie uprawia różne rodzaje sportu. No dobra, ale miało być o jedzeniu. O jedzeniu też będzie. Nie jest tajemnicą, że armie świata niechętnie wydają pieniądze na jakieś frykasy. W każdej armii jest preferowane żywienie jak najprostsze przy zapewnieniu jak największej efektywności. Tu posłużę się klasyczna anegdotą o żołnierzach amerykańskich i radzieckich.

W ramach wymiany informacji o potencjalnym przeciwniku, a zarazem aby uniknąć „przypadkowej” wojny, strony wzajemnie się wizytują. Między innymi po linii żywnościowej. Rosjanie zaprosili amerykanów do swojej stołówki i pokazują sposób i efekt przygotowanych przez siebie posiłków. Oczywiście jest wędzona słonina, ziemniaki, gęsta zupa i do tego sztuka mięsa plus surówka. Generalnie bardzo „ciężkie i tłuste” jedzenie. Rosjanie wytłumaczyli to tym, że żołnierz musi mieć siły aby samodzielnie zmienić gąsienicę w czołgu, czy też pieszo z wyposażeniem o masie 40 kilogramów pokonać marszem odcinek 100 kilometrów drogi. Amerykanie wszystko sobie zapisali i przeliczyli na kalorie. Rosjanie z ciekawością zobaczyli co amerykanie robią i poprosili o te wyliczenia. Amerykanom wyszło, że posiłek radzieckiego żołnierza ma jakieś 3200 kalorii. Po kilku miesiącach następuje rewizyta Rosjan u Amerykanów. No i jest wizyta na stołówce amerykańskiej. Gospodarze chcąc zaskoczyć gości podają pierwszą informację, że dbając o kaloryczność posiłków, tak je komponują aby ta wynosiła w granicach 4700 kalorii do 5000 kalorii, w zależności od stawianych zadań i obciążenia organizmu żołnierza. Rosjanie szybko całość przeliczyli według wcześniejszego wzorca (przed wizytacją całej stołówki), po czym mówią, że jest to niemożliwe. Amerykanie pytają się – dlaczego? Na co Rosjanie odpowiadają, że niemożliwe dlatego, gdyż żaden człowiek na jeden posiłek nie zje siedmiu kilogramów ziemniaków. . .

Teraz wracamy do jedzenia. W kolejnych artykułach postaram się przedstawić jak najprostsze potrawy, których przygotowanie zajmie od kilku minut do maksymalnie godziny. Gdzie z przypraw najczęściej używane będą: sól, cukier, pieprz, papryka, cytryna oraz ocet. Opiszę, a być może pokaże jak domowym sposobem przygotować przepyszny majonez. Jak czytać daty ważności na poszczególnych produktach. Dlaczego warto myć owoce. I ogólnie wiele takich prostych, nazwijmy to sztuczek, które ułatwią życie w kuchni lub przy grillu.

Na potrzeby tego bloga podzielimy posiłki na kategorie.

żółtko

żółtko


Tymi kategoriami będą:
۩czas i sposób przygotowania posiłku;
۩składniki potrzebne do przygotowania posiłku;
۩temperatura w jakiej te posiłki są przygotowywane;
۩konsystencja;
۩doprawianie posiłków;
۩sposób ich podawania.

Posiłki możemy przygotowywać szybko lub długotrwale. Przykładem szybkiego posiłku są naleśniki bez farszu. Z kolei posiłek wymagający czasu to na przykład mięsa duszone.

Składniki posiłków mogą być ubogie, patrz naleśniki: mleko, jaja, mąka – ewentualnie dodatkowo tłuszcz (masło, olej), sól, cukier. A mogą być bogate gdy serwujemy dania wieloskładnikowe, na przykład z farszem lub wielosmakowe – nadziewane mięsa.

drożdżówki

drożdżówki

Jedzenie można przygotować w temperaturze otoczenia, zimne (około +8ºC), ciepłe (około +25 do +40ºC) oraz bardzo ciepłe (około +65 do +80ºC) do gorących (przy temperaturach sięgających rzędu +300ºC). W rodzajach mamy tu: surówki, desery na zimno, zawiesiny, polewy, po pieczenie mięsne i ciasta.

Konsystencja posiłków może być twarda (czekolady, orzechy), miękka (budynie), stała (mięsa), płynna (zupy), zawiesista (kremy) i tak dalej.

Sposób doprawiania posiłków. Bardzo ważna rzecz. Gdyż z własnego doświadczenia wiem, że ludzie są z natury leniwi i idą na skróty. No niestety tak się nie da. Jeśli chcemy jeść smacznie, to ważna jest nie tylko ilość przypraw i ich jakość, ale też czas lub etap przygotowania posiłku, w którym przyprawy dodajemy. Dla wielu czytelników będzie ogromnym zaskoczeniem, że są potrawy przygotowywane „na jałowo”, a przyprawiamy je dopiero „na talerzu”. W tym punkcie postaram się aby czytelnicy przypomnieli sobie, a inni uświadomili sobie dlaczego z solą i cukrem należy uważać.

Ostatnim kryterium jest sposób podawania posiłków. Tu posłużę się pewnym cytatem. Niestety nie pamiętam autora tego cytatu. Wiem tylko, że rzecz działa się w Anglii. Nie ważne co jest na talerzu ale ważne jest w jaki sposób zostało podane, bo na srebrnej zastawie to nawet g…. smakuje.

Ze swojej strony postaram się aby to co opisuję, było po prostu pyszne. I po każdej publikacji będę niecierpliwie oczekiwać opinii moich czytelników.

Zostaw komentarz :, , , , więcej...

przez , 13.paź.2015, w Ludzie i obyczaje

A teraz o Wiedniu inaczej.

Mimo że w poprzednim artykule pisałem o samych zawodach strzeleckich, teraz chciałbym się skupić na mieszkańcach naszej niegdysiejszej stolicy sprzymierzonej.
Poznałem naprawdę wielu fajnych ludzi.
Tutaj chciałbym pozdrowić Alinę i Wolganga, Sylwię i Michaela, Milę i Kristofa.
Z Aliną i Wolfgangiem można było rozmawiać po polsku. Mają po prostu długi staż małżeński i Wolfgang nauczył się języka polskiego.
Z Sylwią i Michaelem można było rozmawiać po angielsku i po niemiecku, a także z Sylwią po hiszpańsku i francusku.
Z Milą i Kristofem można było rozmawiać po polsku, rosyjsku, ukraińsku, angielsku i niemiecku.
Ja generalnie mówię po polsku, angielsku, rosyjsku i niemiecku.
Generalnie sam się zdziwiłem, że nasze rozmowy w różnych układach trwały czasami godzinami. My się po prostu poznawaliśmy.
Opowiadaliśmy o naszych krajach , o rodzinach, o kulturze, o ulubionym jedzeniu, o ulubionych trunkach, ba nawet o polityce i sprawach społecznych.
Opowiadaliśmy o naszych bolączkach, o niepełnosprawności, która w różny sposób nas dotknęła, o rozwiązywaniu bieżących problemów z tym związanych.
Tak żartem w rozmowie nie używaliśmy rąk :).
A tak mniej żartem, to okazało się, że nie jesteśmy z Marsa i z Venus, tylko jesteśmy stąd ze środka Europy, gdzie po raz pierwszy tak na poważnie uświadomiłem sobie, że granice nie mają znaczenia.
Wsiadam w samochód i po kilku godzinach jazdy zmieniam otoczenie i w niewielkim stopniu własne problemy, własne radości i własne poglądy na te zastane na nowym miejscu.
Nie było mowy o jakichkolwiek uprzedzeniach lub animozjach.
Było zrozumienie i chęć poznania innego człowieka.
Poznałem również pewnego Belga o imieniu jeśli nie przekręciłem Jean’ – tak właśnie pisanym. Facet niezwykle otwarty na świat i nim zainteresowany.
Poznałem kilku starszych Holendrów, niestety ich imion nie zapamiętałem, za co przepraszam, ale mogę powiedzieć, że przegadałem z nimi kilka godzin.
Poznałem Włochów z Don Piedrem na czele. Wśród nich był nawet jeden Alpini. Zainteresowani niech zgadują co to oznacza. Również z nimi przegadałem kilka godzin głównie o broni, która jak się okazało jest naszą wspólną pasją.
Trochę mniej rozmawiałem z Niemcami, którzy trzymali się w sumie razem i była ich dość spora grupa.
Z Czechami, a głównie z Ižim i z innymi. Ale tym razem tylko o zawodach, z których Oni akurat nie byli zadowoleni.
Poznałem również kilkumiesięczną Izabellę – Austriaczkę. Spytałem się rodziców skąd pomysł na takie imię i co ono oznacza. Powiedzieli, że to imię się im podoba. A już całkowicie się rozpromienili, gdy dowiedzieli się, że to imię oznacza Piękną lub Piękną Kobietę.
Poznałem Serba, a w sumie Serbów, z którymi ponarzekałem na otaczający świat.
Poznałem również w muzeum Arsenał Wiedeński tłumacza opowiadającego historię z taką pasją, że dosłownie pot się z niego lał – to za mało powiedziane, toczył!! Jak najlepiej chciał obcym przybyszom przekazać wiedzę o historii monarchii, Austrowęgrach, niepotrzebnych wojnach i tyglu narodowościowym jakim była monarchia Wiedeńska (Augsburska).
Rozmawialiśmy o problemach uchodźców z Bałkanów i z Syrii.
Dla tych co nie wiedzą – obecnie w Austrii mieszka bardzo dużo Bośniaków, Serbów i Albańczyków – emigrantów po wojnach bałkańskich. Ci ludzie już wpłynęli na kulturę Austrii. Na ulicy bardzo często można było spotkać kobiety w hidżabach i czadorach.
Austriacy bardzo obawiają się kolejnej fali emigracji, tym razem z Syrii. Gdyż jest to zupełnie obca kultura od Europejskiej.
Akurat w niedzielę w Austrii odbywały się wybory parlamentarne i gdy zapytałem się o to, na kogo będą głosować, to powiedzieli, że jest tylko jedna opcja. Innej nie ma. . .
Może to nie będzie Haider, ale . . .
Sam natomiast widziałem, żebrzących Syryjczyków na ulicach Wiednia pod jakimiś hotelami, gdzie stali dosyć dużą grupą.
Generalnie jednak z Wiednia wywiozłem jak najbardziej pozytywne wrażenia. Wrażeniach o ludziach mających cel w życiu. Realizujących swoje pasje i marzenia.
Oczywiście wszystkich zaprosiłem wspólnie z moimi kolegami do Polski.
Z tego miejsca wszystkich, których poznałem w Wiedniu pozdrawiam jak najgoręcej.
From this place all whom I met in Vienna as my warmest greetings.
Szanownym czytelnikom miasto Wiedeń naprawdę polecam nawet jako turystyczną atrakcję. Porozumiewamy się oczywiście po niemiecku, ale bez problemów również po angielsku, rzadziej po francusku czy polsku.
Ilość i jakość zabytków do zwiedzania naprawdę zwala z nóg.
I w tym przypadku poleciłbym obranie odpowiedniej taktyki zwiedzania, gdyż żeby zobaczyć tylko te najważniejsze zabytki to tygodnia nie wystarczy.
Ludzie są raczej przyjacielscy i zainteresowani drugim człowiekiem.
Naprawdę polecam.

1 komentarz :, , , , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.